Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Z pamiętnika pensjonariusza "Engels III", adin

Anarchia Napalm Perun, 1 kwietnia 2008


Wstałem z łóżka. Do posiłku było wiele czasu, a dzisiaj, w ramach pracy, nie miałem zbyt wiele do zrobienia. Ostatnio mieliśmy labę. Nie trzeba było się wysilać. Odkąd zdarzył się śmiertelny wypadek dawali nam odetchnąć i nie było specjalnego przymusu. A właściwie co to był za przymus? Przecież i tak mogliśmy olać robotę i spokojnie siedzieć w fotelu, udając, że rozwiązujemy poważne problemy. Wyszedłem z pokoju. Wczoraj otrzymałem zgodę na swobodne poruszanie się poza miejscem zamieszkania. Trzeba to wykorzystać, tylko osioł siedziałby w takiej sytuacji w domu i wyglądał przez okno.

Postanowiłem wyjść z bloku, a właściwie odejść od niego jak najdalej i udać się w jakieś ustronne miejsce. Po przejściu przez boczne drzwi, minąłem blok nr dwadzieścia, później dziewiętnastkę i skierowałem się w stronę stromych schodów prowadzących do góry. Schodów, które prowadzą tam, gdzie rosną rozłożyste dęby i gdzie większości mieszkańców nie chce się zapuszczać. Właściwie nie ma się czemu dziwić, niewielu udałoby się wdrapać na to wzgórze. Czy to z racji wieku, dodatkowych schorzeń, czy też zwyczajnego lenistwa. A może po prostu dlatego, że życie jest bardziej kolorowe po zażyciu pewnych środków, niż pod liśćmi jesiennego dębu. Czerwony, żółty, pomarańczowy powiew swobody wyrażania siebie... Co za różnica, wyobrażony, czy rzeczywiście kojący oczy barwami dojrzałości. Najpierw jednak musiałem przejść przez główną część miasta. Może nie najważniejszą, a wyróżniam ją i określam mianem centralnej ze względu na jej nizinne położenie w stosunku do górzystej okolicy. Na wzgórzach mieści się zdecydowanie mniej budynków. No i widok poza mur...

- Przepraszam, czy ma Pan papierosy?- zapytał mnie jeden z przechodzących.
- Niestety, nie mam. Poza tym nie palę i pan też nie powinien.- odrzuciłem dość ozięble i nie mniej złośliwie.
- Szkoda, tak bardzo chciałbym zapalić. Czy zdaje pan sobie sprawę, że stąd nie ma wyjścia...
- Spieszę się- rzuciłem przerywając mu i jednocześnie przyspieszając, nie chcąc dać się wciągnąć w jałową dyskusję.

Trójka, bo było ich trzech, sunęła dalej powłóczystym krokiem. Jakoś nie mogłem pozbawić się przyjemności zerknięcia na nich, obejrzenia się i dokładniejszego przyjrzenia. Wyglądali zwyczajnie. Jeden z nich ubrany w stary garnitur, w kolorze trudnym do nazwania, wymykającym się standardowym opcjom barwnym. Zatem nazwijmy go szarym. Drugi i trzeci przelecieli mi przed oczami zbyt szybko, a może zbyt wiele czasu poświęciłem na próbę określenia barwy ubrania. W każdym razie nie miałem zamiaru podążać dalej z odwróconą głową i by się nie narażać na kolejne pytanie o papierosy, zbiegłem po schodkach. Przy okazji spokojnie przepłynąłem wzdłuż bloku szesnastego.

W piaskownicy, w pobliżu asfaltowego placu pomiędzy budynkami siedział Karol. Jak zawsze. Kiedy tylko mam wolny dzień, widzę jak siedzi na okalającym stertę piasku betonowym murku. Widzę jak wpatruje się w grudki, jak bierze je w dłonie, przesypuje godzinami, mówi do nich. Do każdej inaczej, jakby były odmiennymi istotami. Dostrzega różnice w niedostrzegalnym. Może to jego wada, a może zaleta. Niespecjalnie mnie to interesuje. Ważne, że siedzi. Ważne, że wtedy, gdy również ja mogę wychodzić. Nie wiem, czy to przypadek, ale przepustki wydają nam w te same dni. Zatem Karol jest nie tylko trwałym elementem mojego swobodnego spaceru. Jest również zwiastunem, przypomnieniem wolności i filarem, konserwatywną opoką mojej samodzielnej wędrówki przez miasto.
- Witaj- powiedziałem do niego. Początkowo zbył mnie milczeniem, po czym wystękał:
- Piasek, on jest wszędzie taki sam. Dokądkolwiek pójdziesz, będzie się co prawda różnił barwą, fakturą powierzchni, zapachem i bólem, jaki powoduje niesiony silnym wiatrem. Ale nie ma gorszego i lepszego. Wszystko zależy od tego, co ty uznasz za normę i czy w ogóle ją ustalisz.- Po tym wywodzie osunął się spokojnie wzdłuż murku i dalej bawił piaskiem. Słuchałem go przelotnie, przechodząc obok, idąc szukać swojego piasku, swojej klepsydry, w której mógłbym przesypywać kolejne chwile.

Rodzyny

Komentarze

  • Aborcjusz Struszynski

    Intrygujące! Towarzyszu, wiem, że zadaję mało ambitne pytanie, dość przewidywalne i schematyczne... ale czy można oczekiwać rozwinięcia tego tematu? Gdzie znajduje się narrator? Co planuje? Dokąd zmierza? Dlaczego rozmawiają o piasku?

  • [żeby komentować zaloguj się]