Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Czy bazylianizm w ogóle istnieje?

Aborcjusz Struszynski, 7 lipca 2008


Towarzysz Czekański dowodzi, że „monarchofaszyzm opiera się o określone lojalnością stosunki między suwerenem a nagrodzoną przez suwerena grupą społeczną - klasą szlachty” [1]. Trudno się nie zgodzić z taką definicją. Dodać należy przy tym, że szlachta posiada pewne przywileje, jak też wymusza oddawanie jej czci przez „gorszych” obywateli. Arystokraci w dyskusji zawsze mogą sprowadzić na ziemię nie-szlachcica epitetami w stylu „bardzo proszę o większą kulturę w rozmowie z arystokratami” [2]. Tym samym niżej postawieni w hierarchii obywatele już z pozycji wyjściowej stoją na nierównym, śliskim gruncie. Może i nieraz faktycznie brakuje w dyskusji kultury, jednak oprócz poszanowania swego rozmówcy bardzo istotne są tutaj służalcze i wywyższające arystokratę pod niebiosa słowa, wprowadzane w toku toczonej debaty. Arystokracja napycha się tą wymuszoną i fasadową dumą i jest skłonna nawet wzajemnie, między sobą, ustawiać się do pionu groźbami i odwoływaniem się do dworskiej obyczajności: „Trochę szacunku, zwracasz się do arystokraty Księstwa Sarmacji. Za takie coś można trafić do sądu” [3]. Obywatel, który odważy się na wejście do takiej piaskownicy, musi być czujnym, aby nie urazić zbytnio żadnego z arystokratów, bez względu czy formą, czy treścią. W swoich wypowiedziach, gdziekolwiek by one nie padały, musi czuwać, aby zachować w nich mimo wszystko cześć i chwałę dla odwiecznego porządku państwa monarchofaszystowskiego i szlachty. Chyląc nisko czoło w nieustannych ukłonach, strzepując pyłki z jedwabnych szat dostojników, początkujący w niezauważalny dla siebie sposób pozwala tej rozpędzonej machinie wyprać swój mózg. W efekcie sam się staje takim małym, napuszonym tyrankiem, domagającym się poklasku od niższych w hierarchii, który po przez pochlebstwa i bezgraniczne wykonywanie poleceń pragnie zasłużyć na kolejne stopnie wtajemniczenia. Z czasem doprowadzi się do stanu, że nawet przez myśl mu nie przejdzie, że można inaczej.

Towarzysz Czekański argumentuje, że ruch bazylian nie jest monarchofaszyzmem. Nie jest jego kontynuacją, ponieważ zaszczyty arystokratyczne i wynikające z tego przywileje, są nadawane w zamian za posłuszeństwo, poprawność językową, przytakiwanie i niesprzecznie się z władzą najwyższą. Tak, jakby system monarchofaszystowski tego nie robił! Właśnie w ten sposób, jaki Towarzysz Czekański przypisuje wyłącznie bazylianizmowi, monarchofaszyzm buduje całą rzeszę „lepszych” obywateli, którzy są wierni suwerenowi i będą akceptować bezwarunkowo wszystko to, co ten nakaże. Już nie w podrzędnych dyskusjach, ale w sprawach wagi państwowej. Dlatego też do stołu zapraszani są tylko najbardziej utytułowani, którym przypisuje się wielkie walory kulturalne, intelektualne, wielki dorobek itd. Generalnie – są oni najświętszymi ze świętych, których niżsi w hierarchii czcić muszą niczym Grek starożytny okrutnego Zeusa. Podobnie jak Zeus, oni też mają swoje pioruny, jakimi mogą porazić. A w stosunku do nich – potężne pioruny ma też sam suweren. W obliczu takiej napuszonej chwały szlachty upadek szlachcica jest bardzo bolesny – nikt nawet nie ośmieli się więc pomyśleć o czymś, co mogłoby narazić go na gniew suwerena. Bo przecież to suweren nadaje i odbiera przywileje. W cytowanym już artykule Towarzysz Czekański pisze:

Różnica polega na tym, że w bazylianizmie społeczeństwo pokutuje za swoją innowacyjność i kreatywność, a niejednokrotnie sama nagroda staje się przekleństwem nagrodzonego (…). W bazylianizmie nie liczy się zasługa, jako taka, a to, czy dostępując zaszczytu bycia szlachcicem jesteś ślepo oddany swojemu suwerenowi, odzywasz się poprawnie (czyli zgodnie z narzuconymi przez system normami), i nie daj Boże nie kwestionujesz decyzji podejmowanych na szczytach władzy. Bazylianizm różni się więc od monarchofaszyzmu tym, że tłamszona jest wolność słowa (co w Sarmacji jest czymś niezwykłym, gdyż wolność słowa zawsze była w tym kraju wolnością nadrzędną, porównywalną do realnego prawa do życia), wolnomyślicielstwo i kreatywność.

Monarchofaszyzm zaś „w sferze wolności osobistych poddanych suwerena był znacznie bardziej liberalny”, „umie współpracować i doceniać także swoich przeciwników". [1]

Towarzysz Czekański zarzuca mi stronniczość, ponieważ jestem Wandejczykiem. Ale czyż on sam nie jest stronniczy? Wszak przez długie lata współtworzył ten imperialistyczny reżim! Był jednym z wybranych, został naznaczony przez swego suwerena, był jego poddanym, sługą! Oczywiście, że gloryfikuje system. Możliwe, że nie widzi, że różnica, o jakiej pisze, jest tylko ilościowa. Może i faktycznie monarchofaszyzm we wcześniejszym sarmackim wydaniu był bardziej kurtuazyjny, wyniesiony na cyniczne chmurki dworskiej obyczajności. Tym razem jednak najwyraźniej nikt nie dba o pozory. I tylko tyle! Przestano dbać o pozory!

Ponadto, monarchofaszyzm już w swej lekkiej i powabnej odmianie miał za cel kontrolę stopnia innowacji, kreatywności i wolności swych poddanych, aby przypadkiem któryś z nich nie wymyślił demokracji, czy innej politycznej doktryny, jaka wymagałaby oddania przez suwerena choćby skrawka władzy absolutnej, czy w jakiś inny sposób mogła być krytyczna względem rozciągających się po wszystkich zakamarkach życia mikronacyjnego mgły zachwytu nad najwspanialszymi i najznakomitszymi szlachcicami. Lub byłaby sprzeczna z poglądami suwerena, politycznymi, społecznymi, religijnymi. Przypomnijmy definicję monarchofaszyzmu autorstwa Mandragora Wandera:

Monarchofaszyzm to ustrój krępujący wolność jednostki sztywnym gorsetem ideologicznym opartym na prymacie katolicyzmu rzymskiego, pseudopatriotycznego nadęcia, łamaniu praw stanowionych, rytualizowaniu życia społecznego na wzór quasi monarchistyczny, cyniźmie i kinderneostradyzmie. [4]

Monarchofaszyzm narzuca poddanym dziwaczne, dziecinne dworskie obyczaje, wierność suwerenowi (bez względu, co ten będzie czynić) i, ogólnie mówiąc, realizowanie jedynie słusznej wizji państwa. Zbyt duża kreatywność i twórczość zostanie okrzyknięta jako sprzeczna, czy to z dobrym smakiem, czy z innymi „zasadami” – wystarczy, że czyimś pomysłem będzie zdegustowany jakiś wysokiej rangi arystokrata. Na gruncie kulturowym i politycznym nie ma miejsca nawet na dyskusję o rozwiązaniach wykraczających poza sztywną ramę ustroju. Monarcha, suweren, narzuca nie tylko dyktat polityczny, ale i społeczny i kulturalny, choć nie w tak oczywisty sposób. Różnica z bazylianizmem jest zdecydowanie wyłącznie ilościowa.

Może i określenie „ewolucja” nie było najtrafniejszym ze słów, kiedy pisałem o przejściu monarchofaszyzmu w bazylianizm [5]. Ewolucja bowiem w naukach przyrodniczych oznacza powolną przemianę w coś doskonalszego – domyślnie: w coś lepszego. Tymczasem chciałem podkreślić, że nie nastąpiła zmiana jakościowa, że nie pojawił się jakiś kompletnie nowy system. Monarchofaszyzm, w moim odczuciu, po prostu nieco się zmodyfikował. Czy jest to regres? Na pewno jest to dramat. Argumentów dostarcza zresztą sam Towarzysz Czekański, pisząc – w tym samym artykule [1]:

Bazylianie nie są bezwolnymi cyborgami i nigdy się wobec swojego suwerena nie zbuntują. Wiedzą, że wówczas mogliby skończyć tak, jak Ci, których pogrzebali za wolnomyślicielstwo i kreatywność. Mogą się wydawać bezwolni, ale to jedynie ułuda, za którą stoi ślepe oddanie i posłuszeństwo suwerenowi, niezależnie od tego, jakie i w jaki sposób podejmuje on decyzje. Oni zwyczajnie wiedzą, że lojalność im się opłaca, bo ważny jest wpływ na państwo, ważny jest dostęp do serwera, ważna jest możliwość kształtowania młodych mieszkańców, którzy w przyszłości zasilają ruch bazylian.

Z jednej strony jest tu trochę sprzeczności: niby nie są oni bezwolnymi cyborgami, ślepo oddanymi swemu panu, a jednak są (Towarzysz chyba troszeczkę się pogubił). System monarchofaszystowski ma to do siebie, że podległa suwerenowi arystokracja nie buntuje się, jest posłuszna, bezgranicznie i ślepo oddana swemu panu. Właśnie dla tego, że obawia się stracić przywileje i wymuszoną służalczość innych, niżej postawionych obywateli. Jak już zostało to wspomniane, upadek arystokraty w państwie, w jakim wymusza się bezgraniczny szacunek i uwielbienie dla szlachty, musi być bardzo bolesny. Słusznie zauważa Towarzysz Czekański, że jedną z oznak upadku monarchofaszyzmu jest być bunt arystokracji [6]. Miało to miejsce nie tylko w Scholandii, ale dużo wcześniej również i w Dreamlandzie. Ja bym to określił jako silną oznakę, zdecydowanie o większej randze niż pozostałe przez niego wymienione. Jednakże cóż z tego, że taki bunt się pojawia i suweren odchodzi, skoro jego miejsce zajmuje podobny następca? Czy coś się zmienia? A co się zmienia w Sarmacji? Jak już wskazywałem uprzednio [5], istnieją przesłanki za tezą, że za ruchem bazylian stoi sam suweren. Nie jest to zresztą nic zaskakującego: tym samym nie byłby odbiorcą krytyki, uciśniony lud nie mógłby przeklinać jego imienia! Wytyka się palcem właściwie nie wiadomo kogo – mówimy o ruchu, o grupie osób, choć najprawdopodobniej cały manifest tego ruchu, cele i strategia działania zostały opracowane przede wszystkim przez suwerena, jak też to on dobrał sobie zarząd tego ruchu, wyselekcjonował spośród najwierniejszych i najbardziej ślepo posłusznych współpracowników. Warto zauważyć, że teza ta wymaga lepszej argumentacji i lepszych dowodów, w czym mogliby pomóc eksperci w zakresie badań nad Wandejskim Czerwcem i nowożytną historią Wandystanu. Nie jestem w stanie prowadzić tak skutecznych badań w temacie, który nigdy nie był moją mocną stroną, tak więc możemy na dzień dzisiejszy powiedzieć, że jest to co najmniej hipoteza.

Towarzysz Czekański uważa też, że ruch bazylian nie jest rasistowski. Jeżeli dyktatorska monarchia jest powszechnie nazywana monarchofaszyzmem, to ruch bazylian właśnie znajduje najlepsze określenie w terminologii nazizmu i rasizmu. Bowiem co, jak nie rasizm, może domagać się zwalniania obywateli obcej narodowości z pracy, głoszenia publicznie i otwarcie agresywnych haseł wymierzonych w tę grupę kulturową, nawoływać do wypędzenia „robactwa”, „pająków”, „wrogów”? Rasizm o wyraźnej podbudowie „narodowej”, połączony z aktywną grą polityczną jest właśnie nazizmem. Czy można inaczej nazwać organizację, która pamiętnego czerwca 2007 roku opublikowała w mediach sarmackich następujące słowa:

My,sarmaccy patrioci, nie mogący dłużej znieść panoszenia się Wandystanu w Sarmacji nie chcemy dłużej patrzeć bezradnie na to, jak ludzie, którzy trafiają do Sarmacji, stają się wrogimi jej Wandejczykami. (…) Do broni, obywatele! Twórzmy bataliony! Naprzód, niech wrogów krew użyźni nasze pola! Święta miłości Ojczyzny, prowadź i wesprzyj nasze mścicielskie ramiona! (…) Z Twoim poparciem będziemy silniejsi! Możesz pomóc w realizacji naszych celów między innymi: (…) dodając do swojej stopki na liście dyskusyjnej lub forum (…) jedno z następujących haseł: „Wolność od Wandystanu — natychmiast!”, „WONdystan!”, „Precz z Mandragoratem Sarmacji!”, „Rozdeptać czerwone pająki!”, „Swandajcie stąd!”, „Nie płakałem po towarzyszu Wandzie” (…) Rozpowszechniając powyższe hasła gdzie się da — także w Wandei Ludu (bez gwiazdkowania), także jako odrębne artykuły. Niech poczują, że nie są mile widziani! (…) Zwalniając z pracy mieszkańców Mandragoratu Wandystanu oraz kolaborantów publikujących w Wandei Ludu i współpracujących z reżimem komunistycznym. [7]

Towarzysz Czekański uważa, że bazylianizm wyrusł z demokracji. Ale jakiej? Chyba nie w dosłownym rozumieniu. W państwach monarchofaszystowskich demokracja jest tylko fasadowa. Wybory, jeśli się odbywają, to i tak większego znaczenia nie mają, albowiem proces legislacyjny jest tak skonstruowany, że każdy akt – ktokolwiek by go nie wymyślił – i tak jest ostatecznie zatwierdzany (bądź nie) przez suwerena. Mówi się, że o wolności w Sarmacji świadczy to, że tę ostateczną decyzję podejmuje suweren wspólnie z innym urzędnikiem, nie będącym suwerenem (tzw. kontrasygnata). Takie argumenty mogą wysuwać jedynie zniewoleni i uciskani przez tyranię obywatele monarchofaszystowskiego reżimu i tylko oni mogą w tym widzieć wielką łaskę i objawienie. Dyskusja z tym argumentem nie ma chyba najmniejszego sensu. Taki fasadowy system obierania delegatów do parlamentu czy rządu ma za zadanie nie realizację demokracji, ale fantazji najbardziej ambitnych arystokratów o tym, że faktycznie rządzą. Przy okazji może i jakieś akty prawne wymyślą, niemniej jednak są już całkowicie pod kontrolą suwerena, nie mogą wszak mu zarzucić, że nie są dopuszczani do „rządzenia”.

Ponadto istnieją przesłanki, że w takim „demokratycznym” państwie ruch bazylian zrodził się z inicjatywy samego suwerena, nie zaś z „demokratycznego” zrywu narodowego. W moim mniemaniu bazylianizm jest kontynuacją monarchofaszyzmu, czy to jego ewolucją o negatywnym znaczeniu, regresem, czy też jakkolwiek inaczej nazwaną modyfikacją – śmiem bowiem podejrzewać, że wciąż ostatnie zdanie ma tam ten sam suweren. Mało tego – bazylianie są jego najwierniejszymi poddanymi, którzy bezgranicznie i ślepo wypełnią każde polecenie, którzy na każde zdanie przyklasną i nie ośmielą się nawet pomyśleć o tym, że można pomyśleć inaczej, aniżeli suweren. Zgadzamy się w tym zakresie z Towarzyszem Czekańskim (chyba że miał co innego na myśli gdy pisał o bezwolnych cyborgach, którzy są bezwolni).

Jeżeli monarchofaszyzm miałby w Sarmacji upaść, to tylko wówczas, gdyby osoby mające dostęp do serwera i baz danych odsunęły suwerena. Kto płaci za serwer? Nie ważne, umowę można podpisać nową, lub zrobić nowy serwer. W tym sensie postawiłem pytanie o to, czy bazylianie – którzy zdaniem Towarzysza Czekańskiego przejęli władzę w Sarmacji – są w stanie doprowadzić do przewrotu na miarę tych wydarzeń, jakie znamy z historii Scholandii i Dreamlandu. Ale wynikiem takiego przewrotu musiała by być też modyfikacja ustroju, bowiem w przeciwnym razie mielibyśmy do czynienia z przejęciem władzy po Leninie przez Stalina.

Bunt arystokracji stanowi dla mnie silny i wyraźny sygnał kryzysu monarchofaszystowskiej doktryny. Jest też inna droga – suweren mógłby, podobnie jak ma to miejsce w Wandystanie, samowolnie odstąpić od swych dyktatorskich kompetencji na rzecz reform demokratycznych. Po co ostateczna zgoda z dziwaczną kontrasygnatą? Niechaj na początek zostanie tylko prawo weta, zaś proces legislacyjny mógłby skutkować wprowadzeniem aktu prawnego po przez sam rząd, czy parlament, bez konieczności pytania monarchy o zgodę. Z czasem przyszedłby czas i na odstąpienie od prawa weta. Czyż nie jest ciekawiej, kiedy istnieje realne ryzyko, że samorządząca się mikronacja narobi sama sobie bagna? Czyż nie ciekawsza jest zabawa, kiedy każdy obywatel uświadamia sobie, że rzeczywiście los jego ojczyzny spoczywa na jego rękach?

Pozostaje też jeszcze jedna kwestia: czy w ogóle istnieje coś takiego jak bazylianizm? I czy w ogóle w Sarmacji dzieje się coś na tyle wartego uwagi, aby wypisywać o tym elaboraty? Zwłaszcza w kraju, w jakim istnieje problem z debatowaniem na temat Sarmacji. Jakiś czas temu funkcjonował nawet termin kompleksu Sarmaty. Czy grozi nam nawrót zachorowań?

Przypisy:
[1] Czekański R. „Regres nie ewolucja”, Wandea Ludu, 07.07.2008 http://wandystan.eu/wandea2/indexstart.php?co=20080707094626
[2] Peter Green, komendant GNKS, w wypowiedzi do Enfant Terrible w wątku „Polityka taniego państwa... „ na LDKS, 05.07.2008, http://groups.google.com/group/sarmacja/msg/964555f6817ffcd3 .
[3] Winheart Calisto bar. Kami-Chojnacka h. Ellant w wypowiedzi do (sic!) Roberta Czekańskiego (który wyraził się wcześniej „Z Ciebie to jest naprawdę ciężki debil...”) w wątku „Re: Pytanie do władz.” na LDKS, 21.05.2008, http://groups.google.com/group/sarmacja/msg/50be84810fd38c57
[4] Wywiad z Towarzyszem Mandragorem Winnickim. Czerwony Wandystan nr 4, 16.07.2007, http://wandystan.eu/w/Biblioteka::CzWand_2007_Wywiad_Z_Wanderem
[5] Struszyński A. „Czy monarchofaszyzm faktycznie umarł?”, Wandea Ludu, 05.07.2008, http://www.wandystan.eu/wandea2/indexstart.php?co=20080705134351
[6] Czekański R. „Śmierć monarchofaszyzmu”, Wandea Ludu, 04.07.2008 http://wandystan.eu/wandea2/indexstart.php?co=20080704145451
[7] Schlange-Staufen, von, K. „Nie płakaliśmy po Towarzyszu Wandzie!!”, Brama Sarmacka, 04.06.2007 http://www.sarmacja.org/strona,news,2481. Manifest ten został zamieszczony także na odrębnej stronie „Klub św. Bazylego” http://bazylianie.googlepages.com


-~-~-~-~-~-
Mam nadzieję, że nie popełniłem zbyt wiele zbyt poważnych błędów, czy niedomówień stylistyczno-treściowych... ciekawe, kto to w ogóle czyta?

Rodzyny

Komentarze

  • Palpatyn Zgonarcha Lepki

    Powiem szczerze towarzyszowi...Teraz to kurwa przesadziliście. Tekst jest ogromniasty!! Tylu literek naraz w Wandeji to ja dawno nie widziałem albo wcale:P

  • Helmut Walterycz

    Do tego nie odnosi się do głównej tezy Rudej Grażyny, czyli tej o roli o monarchy.

  • Lord Darth Kanzler

    Dobra, przeczytałem, myślę, odnoszę wrażenia...

    Postaram się jakoś odpowiedzieć. Nie w komencie, ale w kolejnym artykule ;)

    PS. do dyskusji włączył się w Parku Kwazi.

  • Solidariusz Kandelabr Sodomow-Gomorow

    Takich artów to nawet w Sarmacji nie było. :D

  • Lord Darth Kanzler

    Nie było, bo większość Sarmatów nie umie zwyczajnie w taki sposób dyskutować. A tu w ciągu jednego tygodnia mamy taką dyskusję, jakiej nigdy nie było w ciągu sześciu lat w KS!

  • Timan Demollari

    Eee, jak dla mnie jest nudna. Fajnie to dopiero Michaś napisał ;d

  • Lord Darth Kanzler

    Nudna... cóż... to jest Timku właśnie powód dla których w KS nie dało się normalnie dyskutować. Wszystko było nudne, albo od razu oceniane źle -
    "bo napisał Czekański". Żadna poważna debata dotycząca przyczyn itp nie była mozliwa.

    Co do Michasia... ja powiem szczerze, ze o ile jego tekst mi się podoba, tak nie ukrywam, że nie będę się do niego odnosił.

  • Timan Demollari

    RCA - Pierdolisz. Znowu. :] Gadacie o jakichś totalnych pierdołach, które są NUDNE. No proszę, czy bazylianizm jest rasistowski? OJej, a co to ma za znaczenie. Żadne. Pewnie, gadajcie sobie jak chcecie. Ale dla mnie to jest było i będzie NUŻĄCE. Silicie się na jakieś nie wiadomo jakie tezy, a wszystko jest proste jak konstrukcja ekierki i można to opisać w 5 zdaniach. Niestety, prawdziwa jest dopiero końcówka tegoż tekstu tow. Struszyńskiego pod którym są te komentarze. A ona wręcz przekreśla to, co było wcześniej. Włala.

    Co do Waszych tekstów ogólnie... ja powiem szczerze, że mi się nie podobają i nie mam zamiaru się do nich odnosić. Łatwo jest sobie coś pomyśleć, a potem pucle wciskać na siłę.

    No, ale nie, po co. Lepiej uznać, że "widzisz Timku, jesteś jak Sarmacja, nie wart tego by czytać te teksty, gdyż nie umiesz normalnie dyskutować o poważnych sprawach, bo na widok nazwiska Czekański kichasz".

    Bzdura i kotlet.

  • Lord Darth Kanzler

    Chcesz chusteczkę?

  • Timan Demollari

    Nie, dziękuję. Najwyraźniej się już uodporniłem. Co w zasadzie nie jest niczym dziwnym, ani nawet zaskakującym. Kiedyś trzeba.

  • Lord Darth Kanzler

    Gód for ju :D

  • Anarchia Napalm Perun

    Jak Wanda pozwoli, jutro wracam do MW. Włączę się na pewno do dyskusji artykułami :)

  • [żeby komentować zaloguj się]