Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

O popłuczynach słów kilka

Aborcjusz Struszynski, 9 lipca 2008




Towarzysze! Na stronach sarmackiego Parku Stołecznego pojawił się artykuł niejakiego Dariusza Makowskiego [1], przedstawiającego mój ostatni artykuł [2] z dziwnej perspektywy. Generalnie, poziom merytoryczny jest żenujący, nie wart uwagi, ani komentarza. Jednak zdecydowałem się odpowiedzieć. Mam nadzieję, że formatując tekst dla Wandei tym razem uniknę tej strasznej tragedii z niedomykającym się znacznikiem kursywy.

We wspomnianym, sarmackim artykule, czytamy:

W skrócie według tow. Struszyńskiego mamy w Księstwie Sarmacji system hierarchiczny z programowaniem podprogowym maluczkich. Takich bzdur dawno nie czytałem, uśmiałem się do łez. Oto „zdegenerowany” arystokrata o „wypranym mózgu”, „bezwolny cyborg” – mowa oczywiście o diuku Michale Łaskim – programuje niższego w hierarchii szlachcica Szymona Nowickiego poprzez czasowe pozbawienie tytułu za lekceważenie innego arystokraty.

Chciałbym zauważyć, że autor tych słów streszcza streszczenie. Nie odnosi się w żaden sposób do głównych tez, opisanych we wcześniejszych artykułach, a jedynie do ogólnikowego o nich wspomnienia. Dodajmy przy tym – metaforycznego. Aby uniknąć tego typu niejasności, starałem się zamieszczać odnośniki do wcześniejszych prac. Po to one są. Pozwalają czytelnikowi na zapoznanie się z namiarami bibliograficznymi (i linkiem) innego tekstu, w jakim opisano coś, do czego w bieżącym się odnoszę. Owy sarmata najwyraźniej nie zadał sobie trudu dowiedzenia się, o czym ja właściwie piszę. Nierozumiejąc więc słów i pojęć, jak i teorii za nimi stojącej, usiłuje interpretować ją po swojemu. Michał Łaski programuje więc mózg Szymona Nowickiego po przez pozbawienie go tytułu. Faktycznie, jest to zabawne. Nie dziwię się, że obywatel Makowski tak świetnie bawił się podczas lektury mojego artykułu.

Sarmacki publicysta uniknąłby kompromitacji, gdyby poświęcił chwilkę czasu na zrozumienie tego, co czyta. Zamieszczone odnośniki do cytowanych artykułów sugerują, że w nich znaleźć można odpowiedź na to, co nie jest jasne. W tych artykułach (i we wcześniejszych, do jakich te artykuły się odwołują uzupełniając i rozwijając zawarte w nich tezy) znajduje się przedstawienie mojej koncepcji, i sądzę, że po ich lekturze ktoś o przeciętnych zdolnościach intelektualnych będzie potrafił bez problemu zrekonstruować całość tej teorii w swoim umyśle. Przypomnijmy, że pisałem o drabinie społecznej w państwie monarchofaszystowskim. Pod przysłoną odnzaczeń i tytułów nadawanych za „zasługi” ma miejsce niejako przyznanie stopnia wojskowego, awans, związany z nadaniem pewnych przywilejów. Arystokracja jest gloryfikowana, przedstaiwana w niezwykle wyidealizowanym świetle. Wypowiadając się publicznie, bądź nawet prywatnie, formalnie, czy nie formalnie, wszyscy mieszkańcy kraju o takim ustroju muszą wypowiadać się w duchu dworskiej kurtuazyjności, podkreślając swój szacunek dla ogromnych dokonań obywateli utytułowanych. Szacunek ten jest faktycznie wymuszony, zaś ta śmieszna stylistyka językowa w wypowiedziach – fasadowa. Inaczej mówiąc, chcąc się bawić, trzeba udawać, że oto niektórzy koledzy są wręcz święci, nieskazitelni, nieomylni, najdoskonalsi. Ci zaś napawają się tym i domagają się jeszcze większego poklasku. Bojąc się utracić tej, co prawda fałszywej, jednak wymuszonej pozycji, dążą do tego, aby nikt nie śmiał nawet pomyśleć o tym, że można nie oddawać tych dworskich honorów, prawić te dziwaczne frazesy itd. Bez względu na to, kto kim jest, jaki jest, co umie, ile ma rozumu, co zrobił, liczy się tylko to, ile posiada tytułów i odznaczeń, albowiem proporcjonalnie tyle mu się należy oklasków, salw armatnich, westchnień i erekcji pośród innych, mniej utytułowanych. Przez takie coś tworzy się w efekcie wąska klasa najbardziej utytułowanych, którzy faktycznie wierzą w to, że są tacy doskonali, mądrzy i nie omylni, że zawsze należą się im sowite oklaski, którzy nie chcąc stracić swej pozycji i przywilejów, uważnie dbają o to, aby nikt nie śmiał podważać zasadności hierarchii społecznej, drabiny arystokracji itd. To właśnie nazywam tym mechanizmem, czy też – ostatnio – programowaniem. Opisałem to w wystarczający sposób wcześniej, i każdy, kto chce się dowiedzieć co mam na myśli, zdążył to już przeczytać, bądź po prostu to przeczyta. Arystokrata, który stoi wysoko w hierarchii, faktycznie wierzy, że należą mu się brawa i oklaski, że jest taki wspaniały i genialny, nieomylny, że ma prawo wskazywać innym, co mają myśleć, jak mają myśleć, co jest piękne a co brzydkie itd. Nie chcąc utracić tego, że inni muszą im oddawać cześć i chwałę, utrzymaną w fasadowej dworskiej stylistyce, owego wielkiego szacunku, co prawda wymuszonego sztucznie, ale jednak, pilnują, aby nikt nie ośmielił się nawet pomyśleć, że cała ta sytuacja z relacjami społecznymi i kultem arystokracji jest po prostu żałosna. Ponadto, nie chcąc stracić swej „wysokiej” pozycji, przytakują suwerenowi i robią to, co on nakaże, lub co im się wydaje, że suweren tego sobie życzy, aby przypadkiem nie podpaść, czy nie wejść z nim w konflikt. Przecież suweren nadaje i odbiera tytuły i uprawnienia. Jednym kaprysem może unieść kogoś do rangi półboga, jednym kaprysem półboga może zrównać z plugastwem, „byle szlachciurą”, czy też z nikim – osobą bez tytułu arystokratycznego. To nazywam „mechanizmem”. Naświetlam to zjawisko, ponieważ z jednej strony budzi u mnie wielką wesołość – oto banda megalomanów i bufoniastych egocentryków, neurotyków o emocjonalności dziesięciolatka i dumie jak stąd do Księżyca, z drugiej jednak strony to tragiczne, że są ludzie, którzy myśląc, że będą się znakomicie bawić, nie zauważają, jak są wykorzystywani do tego, aby nakręcać ego kilku zneurotyzowanych i żądnych aprobaty wariatów. Stąd też metafora prania mózgu i programowania, czy też hackowania umysłów początkujących sarmatów. Aby się bawić w mikronację, muszą oni – pod groźbą kary (!) - wejść w ten cały zboczony system pozornej dworskiej kurtuazji. Obywatel Łaski przedstawiony został jako ktoś bardziej zaprogramowany, towarzysz Nowicki jako ktoś mniej. Ale przecież to było czytelnie napisane, czarno na białym!

Towarzysze, oto czytamy u obywatela Makowskiego szczyt jego intelektualnych uniesień: niemożność zrozumienia kilku prostych spraw. Zgodzicie się ze mną, że nie pisałem jasno, a nawet postawicie zarzut, że czerpałem z tego wiele radości i specjalnie stosowałem zabiegi uczynienia tekstu zawiłym i pełnym różnych wątków. Niemniej jednak nie uwierzę, że ktoś, kto zada sobie trud przeczytania tego wszystkiego, nie zrozumie tez zawartych pod tymi metaforami, wywodami czynionymi w różny sposób. Tym bardziej, że – uprawiając stylistykę rozbudowanego i zawiłego tekstu – wszędzie, gdzie było to potrzebne, zamieszczałem odsyłacze do wcześniejszych artykułów moich i autorstwa innych. Z jednej strony po to, aby uczynić jeszcze bardziej skomplikowanym toczoną polemikę, ale z drugiej strony, aby uniknąć poczucia niemożności zrozumienia treści. Niemniej jednak nie przyszło mi do głowy, że tekst będzie czytał monarchofaszysta nie rozumiejący idei cytowania, czy odwoływania się z jednego tekstu do innego. Zapewne to po prostu jakiś mały dzieciaczek, którego wyobrażenie o słowie pisanym kończy się na kilku brykach streszczających obowiązkowe lektury szkolne. Cóż innego można sobie pomyśleć o kimś, kto streszcza streszczenie! Przecież tekst, z jakim usiłuje polemizować, tekst o upiorze, jest najbardziej uproszczonym streszczeniem wcześniejszej polemiki, nie dającym się zrozumieć bez choćby pobieżnego zapoznania się z tą polemiką. W tym celu były tam cytowania. Cóż, z butów obywatela Makowskiego wyłazi kinderneostradyzm. Żenua. Ręce opadają.

Czy autor, który w tak mizerny sposób ewidentnie nie radzi sobie z podjęciem polemiki, który po prostu nie rozumie tego, co czyta, jest w stanie poradzić sobie z bardziej problematycznym i wymagającym większych walorów intelektualnych zagadnieniem, jakim jest problem relacji między dwoma narodami? Oczywiście, tylko monarchofaszysta, przedstawiciel „sekty z z głęboko zakorzenionym kultem wodza” może opisać sytuację obecności dwóch ośrodków władzy, jak to się pięknie mawia, jako coś niedobrego, świadczącego o czymś złym. Przecież sytuacja taka, w jakiej dwoje „władców” droczy się o wyłączność władzy jest w mikronacji zjawiskiem intrygującym, porywającym, stymulującym intelektualnie, budzącym żywe emocje, aktywność, zabawę! Oczywiście, biedni monarchofaszyści tego nie mogą zrozumieć, albowiem, wg. pewnej koncepcji, ich mózg jest wyprany, zaprogramowany, czy też używając innego języka – muszą podtrzymywać fałszywą, pełną hipokryzji i zakłamania retorykę największej czci wobec szlachty i kultu suwerena. Tymczasem Khand mówi, że nigdy nie rościł sobie praw do sarmackiego tronu, ani nie przekomarzał się o stołek. Ja nie mam powodu, aby mu nie wierzyć, tym bardziej, że wiele razy na LDMW i w innych miejscach wysłuchiwałem słowa, z jakich właściwie mam jeden wniosek: Towarzysz Khand to sarmacki patriota, ambitny, z wizją i motywacją do jej realizacji. Pragnący wnieść to, na czym zna się najlepiej: kwestie prawne, porządek w prawie itd. Wandystan owszem, współtworzył, jako dodatek do Sarmacji, odskocznię dla chętnych na bardziej absurdalny humor, kuźnię twórczych i stymulujących intelektualnie inicjatyw, dowcipów z jajem itd. Owszem, jako jednej z Ojców Mandragoratu kocha swe dziecko, ale jako obywatel i narodowiec – to sarmata, mający wizję silnej, stabilnej Sarmacji, żywej, aktywnej, prężnej, przy czym, miał biedak nieszczęście mieć odmienne poglądy polityczne niż suweren. To ma być zajęcie miejsca suwerena? Absurd. Chodziło o coś zupełnie innego. Ale, jak już wykazałem powyżej, obywatel Makowski nie potrafi ani czytać ze zrozumieniem, ani rozumieć wydarzeń, jakie mają miejsce wokół niego. Tymczasem odkąd w Wandystanie są tacy jak ja, nie ma miejsca na żadne pieprzenie o sarmackości. Chyba że się Wandystan takich jak ja pozbędzie. Ponieważ ja nie jestem Sarmatą, nie byłem [3] i nie chcę być. Jestem Wandejczykiem i stanowczo się domagam, aby Wandystan był niezależną i autonomiczną mikronacją, abym mógł być z ojczyzny dumny. Nawet, jeżeli krwawi i traci aktywność. I nie życzę sobie, aby jakikolwiek monarchofaszystowski podrostek uzurpował sobie prawo do mojego Khanda, że niby przychodzi do Sarmacji i chce odebrać stołek Księciowi. Z drugiej jednak strony, Khand nie jest już Mandragorem, jego zdanie formalnie nie ma już takiej mocy, jaką posiadają słowa Mandragora – opiekuna Wandystanu. Jako Mandragor-senior jest teraz zwykłym obywatelem (choć nie można zaprzeczyć, że jest żywą legendą) i może robić co chce. A jak chce, niech wraca do Sarmacji i walczy o ten stołek, zakładając, że o to tu chodzi. Gdyby tak się stało, ciekawiła by mnie reakcja wandejskiego betonu, czyli ex-sarmatów, jacy wciąż mają zakodowane, po monarchofaszystowskim praniu mózgów, kult wodza. Ja zaś nie przestał bym czcić Khanda za to, że wspólnie z innymi legendami Wandystanu stworzył ten wspaniały świat i włożył w niego tyle ciężkiej pracy, tak wiele swego serca. Ale tak na prawdę, przecież nie o to chodzi, aby Wandystan uzurpował sobie kiedykolwiek chęć „rządzenia” Sarmacją. Tu chodzi o ideę i współtworzenie państwa z innymi, o pewne poglądy polityczne, jakie można realizować w mikronacji... ale podobnie jak z kwestią polemiki z moim artykułem, to wszystko jest przecież jasne, zrozumiałe, oczywiste, dostępne dla każdego. Cóż, z butów obywatela Makowskiego wyłazi kinderneostradyzm. „Kubeł na wymioty poproszę!” - zawołał unosząc dłoń w górę tak, aby wyraźnie zwrócić na siebie uwagę.

Czy jest on reprezentatywnym przedstawicielem Sarmackiego luda? Na to pytanie niech odpowiedzą sobie sami Sarmaci, może najlepiej w duchu, nie na głos. A co do tzw. Taśm Ciupaka, na Wandę, one wciąż są dostępne tam, gdzie były zawsze dostępne od dawien dawna, w Muzeum Progresji w Genosse Wanda Stadt [4]! Poza tym powinny znajdować się też gdzieś na oficjalnym wandejskim serwerze. Nikt niczego nie usuwał. Cóż, po raz trzeci: z butów obywatela Makowskiego wyłazi kinderneostradyzm. Ech. To są dopiero popłuczyny. A właściwie coś gorszego.




Przypisy
[1] Makowski D., „Popłuczyny WC”, Park Stołeczny, 09.07.2008.
[2] Struszyński A., „Monarchofaszystowska hipokryzja”, Wandea Ludu, 09.07.2008.
[3] Chociaż... może i kiedyś byłem? To na pewno wie niejaki Szmrek, który podczas bardzo krótkiej chwili zdążył nie tylko napić się ze mną piwa ale i wiele o mikronacjach opowiedzieć. Jego się pytajcie, to mój mikronacyjny ojciec chrzestny.
[4] http://struszynski.net.pl/w/progresja/

Rodzyny

Komentarze

  • Aborcjusz Struszynski

    @Krzysztof -] pewnie, że możemy się spotkać. Jakiś łikendzik? Nowa Huta? Z W.W.? A może by i O`Rhada ponownie przyjechał?

  • Aborcjusz Struszynski

    Kontynuując temat artykułu - najlepsze podsumowanie: http://gnomia.scholandia.pl/kedar/

  • Marceli Baldachim Khand

    Nie wiem jak ci się udało wdać w RZECZOWĄ polemikę z omawianym w tym artykule bełkotem. Tutaj brawo.


    U Kedara śmieszna jest ta konsekwencja po prostu. On w ten sposób pisze od zawsze. Myślę, że nadawanie Orderu Jego Imienia jest wobec tego nieuniknione!


    Co do taśm ciupaka - to Kedar po prostu ocenia swoimi kryteriami. Gdyby oni mieli takie taśmy to by je zniszczyli. U nas jednak mogą być publicznie dostępne - dlatego, że po prostu nie ma w nich nic co stawiałoby któregokolwiek z Wandejczyków w złym świetle. Owszem, tam czasem widać, jak się robi politykę, czego "ciemnemu ludowi" pokazywać nie można - przy czym nikt w Wandystanie, akurat się tymi taśmami nie podniecał, co jest dowodem na pewną różnicę poziomów.


    Ja zresztą uważam, że Książę doskonale sobie zdaje sprawe, z tego że w tych taśmach nic nie ma. Uważam również, że Kedar szczerze wierzy, że w nich coś jest

  • Aborcjusz Struszynski

    Kto nie rozumie tych emocji związanych z taśmami, powinien na nie spojrzeć przez prysmat mojej koncepcji. Buahahahaha! Towarzysze, czymże jest zdrada? Tymże, że o tych "najświętszych" pisze się z perspektywy "na Ty"! Największą zbrodią jest chyba to, że w rozmowie telefonicznej "najjaśniejszy" "pierdolił trzy potrzy" - dokłądnie to samo, co w przypadku "schlali się i pojechali".

    A politycznie? Owe knucie? Zauważmy, co mówi Towarzysz Winnicki. Zgoda na "rozwód" na zasadach Bazylian byłaby upokarzająca, a przynajmniej - przynajmniej - mało ciekawa, nie przystająca rewolucjonistom. Trudno się dziwić, że Wandejczycy szukali jakiegoś innego rozwiązania, bardziej z jajem, a jakie w efekcie prowadziłoby do tego samego. Jak to Towarzysz Mandragor senior mówił, o zwykłym po prostu odejściu, odłączeniu się MW od KS: "uczynimy zadosc bazylianom (...) uwazam ze nie wolno im isc na reke". Podkreślenia na marginesie warte jest to, że zapewne sprawy w ogóle by nie było, gdyby nie bazylianie. Towarzysz Perun: "ja teraz będę kurwa złośliwi i pokażę bazylianom, że bez naszej zgody mogą nas pocałować". Owszem, pisał również "Na razie potrzebujemy pozostania w KS, żeby się wzmocnić" - ale nie dla tego, że jak chce tępy monarchofaszysta, że Sarmacja albo Wandystan, jedno wzrasta, drugie upada, Wandystan jako pasożyt - he he Tow. Perun pisze z perspektywy występienia bazylian! Jako naturalna reakcja Wandejczyka po rasizstowskich akcjach: pewne jest, że nie będziemy się z nimi bawić. W związku z tym, skoro nie ma szans na porozumienie i współpracę, przed odejściem zyskajmy jak najwięcej! Przecież to jest banalnie proste! Dziecko to wyczyta i zrozumie. Ech, to nie kwestia optyki, tylko umiejętności czytania ze zrozumieniem i osadzenia tekstu we właściwym kontekście.

  • Marceli Baldachim Khand

    Dokładnie tak. Tekst co najwyżej ubódł ambicje osobiste Księcia

  • Michał Czarnecki

    Dementuję tutaj stwierdzenie - jako ex-Sarmata, szlachcic, nigdy nie miałem mózgu zaprogramowanego na bezwzględne posłuszeństwo. Wszystko zależało od stosunku do v-świata, a ja zawsze zachowywałem i zachowuję zdrowy dystans.

  • Aborcjusz Struszynski

    Towarzyszu Mandragorze! Ja sądzę, że gdybyście podczas swego żywota w KS tak mocno przesiąkli miłością do tej dworskiej nomenklatury programującej zachowania w stylu "do arystokraty mówisz!" czy "odebrać mu tytuł, bo ośmielił się zwrócić do mnie na ty", to byście nie byli w stanie dotrzeć do Wandystanu!

  • Timan Demollari

    Jako obecny Sarmata zgadzam się z tow. Mandragorem ;) Nie każdemu Sarmacie pasują "pewne" sprawy w KS.

  • Waldemaria Depa-Zboynitzki de Pierdzimączka

    Interpretacja artykułu "Monarchofaszystowska hipokryzja" w wydaniu Doktora Kedara przywodzi mi na myśl sposób, w jaki Roman Giertych streścił "Trans-Atlantyk" Gombrowicza: "dekadencka powieść o homoseksualiście uciekającym przed służbą wojskową"... :-)

  • [żeby komentować zaloguj się]