Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

W sprawie Morvanu

Marceli Baldachim Khand, 8 sierpnia 2008


W sprawie Morvanu


Rodacy Wandejczycy,


Nie jesteśmy krajem monarchofaszystowskim, dlatego w moim przekonaniu należy się Wam z mojej strony szczere, wymyte z piaru, wyznanie odnośnie sprawy Morvanu. Jest to także głos w dyskusji co do istoty Mandragoratu Wandystanu. Bo sprawy się łączą.


Zacznijmy od tego, że reguł nie zmienia się w czasie gry. Jak pisała towarzyszka Waldemaria lekceważenie prawa wirtualnego przypomina sytuacje, w której gracze grają w szachy – i nagle jeden z graczy porusza się jedną z figur sprzecznie z zasadami – i mówi, że od teraz takie są nowe zasady. Takie rzeczy to tylko potrafią konie sarmackie. Ale na dłuższą metę nie ma to sensu – bo w przyszłości takiemu graczowi trudno jest znaleźć partnera do rozgrywki. Bawiąc się w Wandystan musimy przestrzegać norm konstytucji, a jeżeli chcemy je zmieniać to zgodnie z wcześniej ustalonymi sposobami zmiany reguł. Takie podejście jest aksjomatem. Z tym nie ma dyskusji. Jeżeli chcesz mieszkać w Wandystanie liczysz się z tym, że przestrzegasz wandejskiego prawa.


Bruthus Perun i Radecki twierdzili inaczej, otóż ich zdaniem prawo ogranicza spontaniczność wandejską zatem może być samowola wszystkie ciosy są dozwolone. Otóż nie są. Jeżeli przyjąć taką regułę – dysponenci stron mogliby plujących na niech Radeckiego i mocno krytycznego Peruna po prostu wyrzucić. Prawo jest gwarantem wolności Peruna i Radeckiego – ale jeżeli Perun i Radecki chcą korzystać z dobrodziejstw jakie daje im prawo – to sami muszą prawa przestrzegać. Peruna zostawmy z boku - bo posiadł on dość dobrze umiejętność balansowania na granicy zniewagi, nawoływanie do bezprawia i tak dalej – ale ostatecznie nikt nie stwierdził jego winy, więc wszystko mieści się jakoś tam w granicach dozwolonej krytyki. Lord Protektor natomiast w sposób ewidentny nakłaniał do naruszania wandejskiego porządku konstytucyjnego (twierdząc [zachowuje mniej więcej sens], że jeżeli mandragorzy zrobią tak a nie inaczej, to takich mandragorów Lud powinien powiesić czy [nie pamiętam dokładnie] obalić); wyrażał się bez jakiegokolwiek szacunku do urzędujących mandragorów; a ostatnio stwierdził, iż mandragor założyciel w mojej osobie, może mu obciągnąć. Kwitując wszystko bezczelnym i po prostu niegrzecznym „tako rzekłem”.


Gdyby to miało miejsce w wcześniej, to po prostu olałbym odzywkę Radeckiego. Gdy byłem mandragorem wielokrotnie gryzłem się w język, bo ktoś nie do końca kryształowy mógł być przydatny państwu wandejskiemu. Ale nie nastąpiło ani wcześniej ani później ale bardzo niedogodnym dla Radeckiego momencie. Otóż skończyłem pisać Cintrę, której pisanie było pracą ponad siły, czasochłonną, wymagającą realnej bardzo ciężkiej harówy. Jestem tylko człowiekiem i po takiej pracy każdy chciałby się czuć doceniony – a krytykę i to wszelką jest mu znieść bardzo ciężko. Jest to naturalne zachowanie ludzkie i chyba tego tłumaczyć nie muszę. Każdy z was miały podobne pragnienia. Naturalnym jest, że osobę, która zrobiła coś dla Wandystanu, trochę trzeba ponosić na rękach. Nosiłem na rękach Ciupaka po systemie stron wandejskich, chwaliło sie ludzi za wiele rzeczy. Po dobrze wykonanej pracy dawało się pewien immunitet na krytykę. Po to, żeby zachęcić, a nie zniechęcić. W moim przekonaniu każdy, kto chciałby dobra Wandystanu, obchodziłby się ze mną po tak dobrze wykonanej robocie bardziej stosownie niż Perun i Radecki. Ale dla nich chęć krytykanctwa przeważała nad możliwością zniechęcenia innych do pracy.


To było ich święte prawo! Nikt nie jest w Wandystanie zmuszony myśleć w kategoriach racji stanu albo pojmować racje stanu tak jak ja ją pojmuję. Zniesmaczony tą krytyką porozmawiałem z tow. Perunem o tym, żeby dał na luz, ale on stwierdził, iż to jest walka polityczna i on będzie ją prowadził, bo uważa, że ma do tego prawo. I to był dla mnie moment przełomowy. Zaraz, jaka gra polityczna? Obejmuję stanowiska tylko wtedy, kiedy nikt nie chce i nie ma ochoty się nimi zajmować, robię najgorszą, czarną robotę, staram się stać ponad sporami – a Perun mówi, że jestem zwykłym graczem – a ja sam wciąż siebie przecież samoograniczam. Ataki trwały, bardzo niewybredne – tutaj chyba nie muszę nikogo przekonywać – a ja stawałem się coraz bardziej zniechęcony. Nie będę jak Kefas, nie zrobię zamachu stanu. Nie mogę sam wdawać się w pyskówki, bo jednak nie wypada. Lud takimi zaczepkami jakoś się nie oburzał. Wolny kraj. Nie muszę w nim mieszkać. Czy mam kontrakt, który każe mi pracować, otrzymując w zamian zniewagi? Pomyślałem sobie, że odchodzę. Skoro oni (Perun i Radecki) mogą mnie znieważać, a ja sobie tego nie życzę, no to albo można ich ukrócić (a nie mogę tego zrobić legalnie) albo po prostu samemu dać sobie spokój. Bo opcji takiej, że ja dalej robię i toleruję te zniewagi po prostu nie było. Dziwicie się wykluczeniu trzeciej opcji? Trzecia opcja trwała już wystarczająco długo. Na co miałbym pozwolić w dalszej kolejności. Może na to, żeby Mandragora Sobczaka nazwano w ramach jeszcze bardziej wyrafinowanej walki politycznej na przykład zwyrodniałym pedofilem? Nie!

Pozostało albo nie zgodzić się na ich metody gry i odejść, albo tym metodom powiedzieć nie. Zawsze jakoś tam tolerowałem przekraczanie granicy krytyki względem najwyższej awangardy kierując się rachunkiem, co jest bardziej opłacalne dla państwa. Dlatego i teraz chciałem dokonać takiego rachunku. A rachunek okazał się z mojego punktu widzenia dość prosty - bo na szali strat poniesionych moim odejściem znalazły się także dodatkowe "odważniki", których się nie spodziewałem. W skrócie moje odejście spowodowałoby jeszcze kilka (co najmniej dwa) odejścia. Nawet jeżeli uznać wkład Radeckiego za znaczący, to jednak jego szala nie przeważała jakoś realnie nad tą szalą ze mną. Dlaczego zatem to ja mam odchodzić? Dlaczego pozwolić rozgrywać Wandystan mimo wszystko mniejszości? Niech rozstrzygnie walka polityczna. I tutaj, bo Perun mówi, że dziwnie wygląda sprawa z Samundą – po raz pierwszy zdecydowałem się na wewnętrzną walkę polityczną. Boli? Twoje, Perun, też bolało. Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie. Tyle, że ja nie użyłem nawet miecza bezprawności, a co najwyżej walki wręcz zgodnie z zasadami, bez ciosów poniżej pasa. Wszystko zgodnie z prawem i regułami gry. Niezgodnie tylko z dotychczasową praktyką, że ja nie kąsam.


Co mogłem zrobić? W stosunku do zniewag – droga jest prosta: Sąd Ludowy. Niezawisły sąd Wandystanu. Żadnego obywatela nie będzie się niszczyło metodami kefaszystowskimi. Ja uważam, że Perun jest potrzebny, ba! nawet Radecki wnosił koloryt. Ja przeciwstawiam się tylko bezprawnym metodom ich postępowania. I z tymi metodami będę walczył – ale uczciwie w Sądzie Ludowym. Dlatego Michaś został moim pełnomocnikiem.


Co mogłem zrobić więcej? Morvan! Otóż to. Tutaj już nie ma zasad typu nullum crimen. W polityce zagranicznej liczą się rachunki zysków i strat. Mandragorat Wandystanu nie jest organizacją charytatywną, która będzie wspomagała inne państwo z dobroci serca i płaciła za to koszty. Na to nie pozwala racja stanu. I tak Wandystan jest gotów nieść bezinteresowną pomoc. Okej. Bo to działa na pi-ar. Bo to podnosi morale. Natomiast jak wyglądała sytuacja z Morvanem? Otóż Lord Protektor (obywatel wandejski, ale cały czas Lord Protektor) Morvanu nie tylko ingerował w sprawy wewnętrzne (na to się zgodziliśmy), ale robił to w sposób, który naruszał nasz porządek konstytucyjny i przyjęte zwyczaje. Żadne państwo nie może sobie na takie zachowanie pozwalać. Ono byłoby niedopuszczalne, nawet gdyby Radecki był tylko szarym obywatelem. Ale obywatel miałby proces karny. I obywatel Radecki będzie miał procesy karne. Natomiast konsekwencją dla Morvanu nie będzie proces karny. Tutaj konsekwencją może być po prostu wypowiedzenie umowy. Bo jedyne, co dał Morvan Wandystanowi to Radeckiego – który mając piękne karty – jednocześnie często po prostu uderzał w Wandystan. W mandragorów i mandragorów seniorów. Także mnie. Ostatni tekst Radeckiego o obciąganiu był kroplą, która przelała czarę goryczy. Ale bez przesady – chamski tekst nie byłby podstawą działań wymierzonych w siostrpaństwo. Ten tekst wpisywał się tylko w całkoształt, o którym pisałem powyżej. Porozmawiałem z Prezydentem Wandystanu, z obojgiem mandragorów, z mandragorem seniorem Winnickim – i wszyscy (myślę, że nie mają nic przeciwko temu że to wyjaśniam) jednoznacznie obecność Morvanu w Wandystanie ocenili negatywnie. Dla Prezydenta kluczową była sprawa Samundy. Dla mandragora Sobczaka i mnie pochwalanie bezprawia. Kwestia o obciąganiu była natomiast dla mnie jedynie katalizatorem. Mogę mu co najwyżej obciągnąć? Proszę bardzo – zobaczymy. Ale uruchomiłem tylko to, co i tak prędzej czy później miałoby miejsce. Lord Protektor obrażał Wandystan i jego mieszkańców w niedopuszczalny sposób permanentnie, tak samo jak prawdziwa była sprawa Samundy, państw rhadmorowskich i morvańskiego imperializmu. Problem Samundy i imperializm morvański jest czymś rzeczywistym. Apel Samundy jest autentyczny. Nie będę jedynie obrażał niczyjej inteligencji mówiąc o spontaniczności tego apelu. Jest to de facto powtórzony apel z forum OPM, który królowa wystosowała osobiście.


Tutaj tytułem dygresji: na OPMie robiliśmy wszystko aby OPM nie podjęło niekorzystnej dla WRM uchwały naprawdę wznosząc się na wyżyny kunsztu dyplomatycznego. Lord Protektor oczywiście sprawę odczytał na opak i podziękował nam za pomoc fochem i krytyką.


Za takie a nie inne rozwiązanie kwestii Morvanu jestem odpowiedzialny osobiście. Decyzję podjął Prezydent, i to wykazując dużo inicjatywy własnej – bo prezydent jest postacią tego kalibru, że z pewnością nie jest on marionetką – ale była ona w pełni konsultowana ze mną, mandragorem seniorem Winnickim oraz mandragorem Sobczakiem; a od mandragora Czarneckiego dostaliśmy przyzwolenie z góry na wszystko. Oczywiście sensie prawnym jedynym możliwym odpowiedzialnym jest prezydent, bo to on podjął ostateczną decyzję – ale w sensie politycznym jest to wotum nieufności także wobec mnie. W sprawie Morvanu jestem współtwórcą decyzji. Decyzję taką uważam za słuszną, bo Radecki przekroczył granice po których można zbyć jego wygłupy milczeniem, a styl jego jest taki, że powolne przekonywanie nie dałoby efektu. Tego akurat jestem pewien. Wystarczy poczytać jego wypowiedzi na OPMie, w Sarmacji, wszędzie. Nie jestem zwolennikiem myśli autora „Księcia” bo cel nie uświęca środków. Ale gdy środki są dopuszczalne i nie trzeba ich uświęcać – a takie stosowaliśmy - jedna rzecz jest słuszna. Wroga nie należy poniżać powoli, bo się mści. Trzeba go niszczyć szybko. W tej sytuacji nie zabieg kosmetyczny, lecz chirurgiczne cięcie. Z moje strony mogę powiedzieć Radeckiemu, że dalszego mszczenia się nie będzie. Radecki może spokojnie uratować swoją pozycję w Wandystanie i pozycję Morvanu. Jest inteligentny i dobrze wie, że przekraczał granice dopuszczalnej krytyki. Będzie chciał rozmawiać, wiadomo, że już w przyszłości nie będzie tego robił. Miłe byłyby przeprosiny, ale i one nie są konieczne. Koniecznym jest za to opuszczenie ziem Rhadmora i Samundy. Ale gdyby Radecki usiadł do rozmów, myślę, że dałoby się dojść do porozumienia. Oczywiście ja mówię za siebie, ale sądzę, że Prezydent, jeżeli kwestia Samundy zostanie rozwiązania, także zgodzi się na czystą kartę.


Dlatego, będąc współodpowiedzialny za działania prezydenta – oświadczam, że w razie przegrania przez niego plebiscytu wyniki te uznam jako wyraz nieufności wobec mnie. Głosując przeciw Ingaawarowi – głosujesz za tym, abym Wandystan opuścił. Z Ingaawarem i (nie chce zdradzać tutaj publicznie) ale niestety z kilkoma osobami. To jest referendum o to, czy państwo ma być krajem praworządnym, czy krajem kurw jako bezmyślny przecinek i krajem dozwolonej zniewagi. Ja wybieram to pierwsze.


Niech żyje Prezydent Ingaawar.
Niech żyje Wandystan







Rodzyny

Komentarze

  • Ivo Danuta Karakachanow Śr

    Dla mnie ważna jest kwestia Samudy i tego, żeby opuszczając te tereny O"Rhada pokazał, że potrafi przytemperować swoje nadęte ego choć trochę. Za kroki jakie podjąłem wszelka odpowiedzialność spada na mnie bo "ja tu krwa jestem preziem". Na pewno Lord Protektor, Król Scholandii czy Książe Sarmacji nie będzie mi nigdy mówił jak mam swój urząd sprawować. Ba! Mandragorów też pytam o zdanie jedynie przez szacunek dla ich doświadczenia, autorytet o którym zdaje się niektórzy zapominają...

    Jeśli chcecie tow. Ciupak i Perun usiąść i pogadać, wyluzujmy i pogadajmy. Radziecki tyż.

    Wystarczy gest dobrej woli z każdej strony. Nie jestesmy w KONiostanie...

    Powiedzcie jakiego gestu oczekujecie z mojej skromnej strony.

    Tylko prosze nie piszcie mi że jestem niewandejski bo to mnie zważywszy na czas i serce włożone w MW zwyczajnie wkurwia.

    :*

  • Aleksander Keller

    Nasze czołgi są bardzo sprawne.

  • Solidariusz Kandelabr Sodomow-Gomorow

    Mają duże lufy?

  • [żeby komentować zaloguj się]