Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Wspomnienia z dzieciństwa

Marceli Baldachim Khand, 14 marca 2009


Ktorys z towarzyszy byl zainteresowany zrobieniem retropostu z linkami do jutuby
ale nie mialem cos weny za to powiem nieco o gumie Turbo.


Wikipedia o gumie turbo


Centralnie chodzi mi o historyjki (jak powszechnie nazywalismy rysunki z
samochodami, a to z tego powodu, ze pierwszymi historyjkami wlasnie byly nie
turbosy lecz donaldy, ktore przedstawialy krotkie historie z kaczorem donaldem,
myszka miki i innym disnejowskim stafem. Oczywiscie kiedys nie bylo netu. Znaczy
nie bylo do w latach 1987-1992 kiedym chodzil do pierwszych czterech klas
podstawowki. No mialem uzbierane (nigdy nie kupilem ZADNEGO turbo, ale o tym jak
to uzbieralem napisze pozniej) cala serie historyjkie z turbami o numerach
51-120. Na 51 byl bodajze ferrari testarossa; a konczyla sie seria jakims
lincolem. Wymienialo sie te historyjki i uzbieralem cala serie.


Pamietam, ze jednego dnia pojawily sie historyjki NOWE - z numerami >120.
Zadzialaly wtedy konkretnie prawa popytu i podazy. Jako ze starych bylo na rynku
mowiac fachowo wchuja, to za 1 nowa turbowe placilo sie i po 20 sztuk starych.
Potem ceny unormowaly sie na poziomie 1:1; przy czym pozniej nowe byly nieco
mniej warte w wymianie sztuka za sztuke bo trudno bylo znalezc stare o dobrej
kopii (czyli prosto z gumy niezniszczone). Oczywiscie rynek ustali tez cene
kopii. Byla to u 10-letnich dzieciakow - DOKLADNA realizacja podstawowych praw
ekonomii rynkowej.


Doszla tez kwestia HAZARDU. I na tym sie dorobilem swoich turbo. A bylo to mniej
wiecej tak. Otoz siedzialo w kregu na kolanach na szkolnej podlodze z plytek PCV
od dwoch do czasem nawet 7-miu (ale zazwyczaj 3-4) zawodnikow. Ustalali oni
stawka. Na przyklad 5 historyjek turbo. Wiec przy 4 zawodnikach, gdy kazdy dal 5
turbowek na podlodze pojawilo sie 20 historyjek.


Po tym zawodnicy parowali sie (czy tez w innym zargonie barowali) czyli na
"trzy-cztery" (czyli w tym samym momencie) pokazywali papier nozyce i kamien.
Papier okladal kamien - wiec wygrywal; Nozyce ciely papier. A kamien tepil
nozyce. Przy kilku zawodnikach - czesto dochodzilo do patowych zagran (na
przyklad 1 papier, 1 nozyce i 1 kamien - nie daja rezultatu) Wtedy powtarzalo
sie te losowanie do skutku. I tak zawodnik ktory mial np. papier a pozostalych 3
kamienie zaczynal gre. Potem barowala sie pozostala trojka i tak ustalalo sie
kolejnosc gry.


Kolejnosc byla bardzo wazna, poniewaz od niej zalezalo kto zacznie uderzac reka
w historyjki turbo. Historyjki byly ulozone na kupce do gory rysunkami. Trzeba
bylo polozyc kciuk na drugim palcu tak zeby nie zachaczas i uderzac w historyjki
w kolejnosci barowania. I tak na przyklad ten kto wygral barowanie zaczynal gre.
Uderzal lapa w historyjki - ale powiedzmy ZADNA z nich nie odwrocila sie do gory
nogami (pod wplywem ruchu powietrza). Wiec nie wygral zadnej historyjki. Potem
kolejny w barowaniu uderzal w historyjki. Z 20 historyjek odwrocilo sie 15 -
wtedy stawaly sie one jego wlasnoscia. Czasem bardzo szybko odwracaly sie
historyjki, czasem gorzej. Gra byla uczciwa, bo wszelkie oszustwa konczyly sie
ostracyzmem. Byli oczywiscie mistrzowie tej gry. Taki Wojtek potrafil przyjsc z
domu z jedna historyjka - a o godzinie 15.00 mial uzbierana pelna talie (czyli
WSZYSTKIE numery od 51-120; potem do 200 bodajze)


Ja natomiast, gralem dosc srednio, ale sporo zarabialem na wymianie; oraz na
pozyczkach. Ogolnie gra byla na tyle wciagajaca, ze czasem przychodzili koledzy
ze 100-ma historyjami - a po 2ch przerwach nie mieli juz zadnej. Wtedy dobry
oplacalo sie pozyczyc. A ze mialem uczciwe warunki, to uzbieralo sie swoje
talie. Przy tym trzeba powiedziec, ze pojecie lichwy jako czegos zlego rowniez
malym dzieciom znane nie jest - znaczy sie zachowuja sie identycznie jak grube
karki od windykacji; to jest byli koledzy ktorzy pozyczali 5x1 czyli pozyczali
na przyklad 10 a zadali nastepnego dnia zwrotu 50 sztuk (pozyczkobioraca
oczywiscie zawsze zarzekal sie ze ma "w domu"; co nie zawsze bylo prawda; wiec
dzialalo tez cos w stylu zdolnosci kredytowej. Dobry historyjkobiznesmen musial
znac pozycje na rynku oraz (co wazne!) mozliwosci gracza. Bo taki Wojtek,
chociazby lgal i w domu nie mial ANI sztuki w ciagu dnia potrafil, jak mowilem
dorobic sie talii - a to dawalo profity.


To by bylo w zasadzie na tyle, przy czym na cytowanej stronie (a mozna poszperac
w googlu to i grafika sie znajdzie) dowiedzialem sie ze byly turbosy o numerach

Rodzyny

Komentarze

  • Marceli Baldachim Khand

    Ucięło; wiec tu koniec


    To by bylo w zasadzie na tyle, przy czym na cytowanej stronie (a mozna poszperac
    w googlu to i grafika sie znajdzie) dowiedzialem sie ze byly turbosy o numerach
    [51. A takiego na zywo nigdy nie widzialem i nikt takiego nie mial.


    Jeszcze w ramach ciekawostki maly cennik


    1 turbowka = 2-3 donaldy (oczywiscie skupowalo sie po 2; a sprzedawalo po 3)


    1 turbowka na zadania = 2-3... a czasem i 5 innych turbowek (gdy komus brakowalo
    do talii. Ja mialem ze 3 pelne talie. I duzo poczwornych i popiatnych. Za
    popiatna na zadanie to 2 sztuki powiedzmy wzialem; a za ta z trzeciej talii to i
    5 sztuk. [oczywiscie byla tez kwestia kopii i tutaj dzialala zasada ze pieniadz
    gorszy wypiera lepszy - na stole zawsze byly raczej gorsze turbowki wykladane w
    pierwszej kolejnosci)


    1 stary donald = 10-20 turbowek; 20-50 donaldow; byly stare DUZE historyjki z
    donalda. Zajebiscie rzadkie. I zajebiscie prestioze. Mam do tej pory gdzie z 10
    takich. (szkolny majatek!)


    A i bym zapomnia. Wojtkowi sprzedalem kiedys kolekcje puszek za 200 turbosow i
    500 donaldow (takie to byly kwoty; przy graczu tego formatu; ktory pewnie sam
    kupil w zyciu z 10 gum balonowych wtedy). To byl dobry interes, bo niedlugo
    potem puszek weszlo tyle do sklepow, ze przestawalo sie je zbierac. A za puszke
    placil mi po kilka historyjek. A za plastykowego seven-upa - z dobre 100
    donaldow.

  • Ivo Danuta Karakachanow Śr

    lubię czytać takie rzeczy:)

  • Krzysztof Kowalczykowski

    Jak napisalem tow. Khandowi w smsie wyslanym gdzies z pogranicza snu i jawy: SLONECZNIK byl takze w cenie na podworku :D

  • [żeby komentować zaloguj się]