Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Przychodzi !do

Aborcjusz Struszynski, 10 lipca 2009


Przychodzi do sklepu cudaczny cudzoziemiec, odziany w płaszcz narzucony na głowę i pyta się:
- Hej, gościu, czy ty wiesz może kto to je Struszyński?
- Nie wiem, nie znam i nie pamiętam nikogo takiego, ani tym bardziej nie znam nikogo, kto mógłby coś wiedzieć na ten temat, a już na pewno do takiego kogoś nie zadzwonię i nie poproszę, aby mi podpowiedział, abym mógł to powiedzieć teraz, w odpowiedzi na towarzysza pytanie. Ale za to wiem, że z pewnością więcej informacji moglibyście uzyskać, kupując ten o to wspaniały produkt, który wygrał wszystkie konkursy i zdobył wiele nagród konsumenta, któego marka jest znana i ceniona we wszystkich mikronacjach, znajdujący się w tym o to maleńkim pudełku. Sprzedam wam ostatnie pudełko z tym niezastąpionym produktem, ostatnie pudełko jakie trzymał Towarzysz Wanda w swym świeckim odbycie przemierzając dwa ostatnie kilometry marszu zadowolonych klientów. To właśnie pudełko podarował on mojemu szefowi, pod drzewem za sklepem, a on zaś postawił je tutaj pod ladą, a ja to właśnie pudełko z tym jakże cennym towarem przekazuję wam. Jesteście mi winni jedynie trzysta osiemdziesiąt jeden sztuk środka płatniczego. Przyznacie, że to nie wiele za szczęście i radość, sukces życiowy i reprodukcyjny, jaki niewątpliwie będzie waszym udziałem, skoro staliście się posiadaczem tego niezbędnego w życiu i genialnego produktu?
- A czy nie macie może trochę kuwerasdfgre?
- A mamy, ale zostało tylko pół kilkograma.
- To ja nie poproszę dwóch dekagramów, a jedynie sześć torebek po pięć jedenastogramowych fiolek, zakręcanych od spodu, z wentylkiem i śrubką gwintowaną ręcznie, na zapleczu, o ile będzie jeszcze ciepła.
- Wspaniale! Czy zechcecie pierdnąć w ten oto tutaj pierdnięciomierz?
- Nie, dziękuję, ale wczoraj też już.
- Acha, no to w takim razie idąc tą drogą po 15 minutach dotrzecie do wielkiego dębu, tam zawrócicie i cofniecie się tą samą drogą jakieś trzy minuty marszu na jednej nodze, a dotrzecie do przystanku.
- Dziękuję bardzo, jesteście bardzo pomocni.
- A dziękuję. Wiem, że jestem pomocny. Taki się po prostu urodziłem.
- W czepku.
- Nie, w czerwcu.
- No to jeszcze raz dziękuję bardzo.
- No nie ma sprawy, towarzyszu. Nie ma sprawy.

Rodzyny

Komentarze