Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Moczowładny - Rozdział I

Palpatyn Zgonarcha Lepki, 28 listopada 2010


Droga z wyspy Marksa, do położonej na drugim końcu terytoriów Mandragoratu Wandystanu, Zachodniej Perunary jest długa i trudna. Lata świetności w tym kraju już dawno przeminęły i choć wciąż główne miasta pozorują rozwój, główne ciągi komunikacyjne pozostają w znośnym stanie, to wiele dróg całkowicie opustoszało i zniszczało, a pomniejsze miasta i nie jedna wieś obróciły się w ruiny. A Wiatrakow nigdy dalej niż do Winnicy, czy do sąsiednich wiosek się nie wybierał, doświadczenia więc w podróżach nijakiego nie miał. Co gorsza, również funduszy prawie żadnych nie posiadał, bo żył z tego co sam wyhodował, a ewentualne nadwyżki zamieniał na inne gotowe towary, takie jak choćby krzesło czy świeca... Nie miał też legitymacji partyjnej, nie było mowy więc o podróży państwowymi środkami transportu. A skoro nie mógł wykupić biletu na podróż, zaciągnął się na jeden z podróżujących na wyspę Wandy statek, w roli majtka.

I tak rozpoczął wielką, pouczającą wyprawę, w czasie której poznał wielu towarzyszy myślących podobnie jak on, dowiedział się więcej o funkcjonowaniu państwa, a przede wszystkim zobaczył i poczuł jak żyją inni mieszkańcy Wandystanu. Tak więc zmierzając do upragnionej Puszczy poznał pracę bibliotekarza, bimbrownika, cieśli, cukiernika, cholewkarza, dekarza, dokera, drukarza, drwala, dziewiarza, eguterzysty, ekspedienta, frezera, fajkarza, flisaka, górnika, garbarza, grabarza, hartownika, hutnika, impregnatora drewna, kinooperatora, kuriera, kasjera, kominiarza, kowala, kuśnierza, kaletnika, lutowacza, latarnika, murarza, montera rusztowania, moletownika, operatora koparki, obuwnika, parasolnika, plecionkarza, palacza kotłów, rusznikarza, rękawicznika, rymarza, statysty, studniarza, serowara, stolarza, tancerza baletowego, tokarza, tynkarza, topiarza fryty, ustawiacza maszyn do obróbki drewna, wozaka zrywkarza, wulkanizatora, wiertacza drewna, zwrotniczego, zamiatacza i wiele innych. A wszystko czego się tknął wykonywał z taką swobodą, dokładnością, precyzją, tak umiejętnie i po mistrzowsku jakby się do tej pracy narodził, aż jego pracodawcy klęli się, że zrobią wszystko, byle został z nimi i dla nich pracował.

Jednak Wiatrakow wiedział, że jego cel jest dalej, gdzie indziej i choć wykonywanie kolejnych podejmowanych przezeń prac, sprawiało mu wielką radość, to czuł głęboko w sercu, że zatrzymując się w miejscu robi coś niewłaściwego. Więc poruszał się, choć powoli, to jednak wytrwale i nieustannie do przodu. Zaiste wiele się nauczył w czasie swej podróży, a jego przekonanie o potrzebie przeprowadzenia zmian jeszcze bardziej się w nim utrwaliło. Zmian na górze, bo jak sam się przekonał nie tylko w jego wiosce ludzie są normalni, lewi i pełni ducha Wandy, a tylko ta wierchuszka, awangarda proletariatu jak na siebie mówią... tfu! Arystokraci poprzebierani w ciuszki Rewolucji! To oni są przyczyną naszych problemów! Trzeba ich zgładzić! Takie właśnie przemyślenia w jego głowie się kołatały, a gniew w nim wzbierał coraz większy. Nie tylko gniew w nim jednak wzbierał. Czuł bowiem coraz większą siłę, czuł się potężniejszy i widział jak ludzie chętnie słuchają jego słów, jak chętnie poszli by za nim obalać skostniały system. Ale rozumiał też, że to za mało, że nie jest jeszcze gotowy, że wciąż czegoś nie wie i nie rozumie. Za każdym razem, za każdym krokiem idąc dalej mówił do ludzi pozostawianych w tyle: "Pamiętajcie ludziska, Rewolucja jest wieczna, a Wanda nigdy nas nie opuści. Dziś jest źle, ale dnie lepsze jeszcze przyjdą! I ja dziś odchodzę, ale wrócę! Wrócę mądrzejszy i zdolny poprowadzić was w imię Wandy ku lepszej przyszłości!".

Wreszcie, po dwóch i pół roku, w czasie których tak wiele się wydarzyło, że można by nie jedną książkę napisać, a my niestety nie mamy tutaj miejsca by o tym dłużej mówić, dotarł do ostatniego miasta na jego trasie. Do Precelkhandy. Dalej musiał już iść według mętnych i niewątpliwie pisanych w nie pełnej trzeźwości umysłowej wskazówek Geremkosza, niech jego kieliszek zawsze będzie pełny. Na szczęście udało się Wiatrakowowi zaoszczędzić nieco grosza, za co nabył jurnego i pięknego - czarnego niczym noc rumaka dla siebie i jednego jucznego na którego załadował bezlitośnie zapasy na około miesiąc podróży. Tak przygotowany wsiadł do pociągu towarowego zmierzającego do San Jang. Ostatni odcinek Cywilizacji. Potem już tylko Puszcza i wreszcie pozna odpowiedzi na wszystkiego dręczące go pytania, dowie się jak uratować Mandragorat Wandystanu. O ile wysiądzie tam gdzie stary dziadunio, wychylający się ze swojego dzienniczka, mu kazał. Wando dodaj mi sił pomyślał jeszcze i zasnął.

Rodzyny

Komentarze