Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Moczowładny - Rozdział III

Palpatyn Zgonarcha Lepki, 28 listopada 2010


Pośród przepastnych lasów Wielkiej Puszczy Perunary gdzieś na jej południowo-wschodnim krańcu leniwie tocząc swe wody, płynie w bliżej nieokreślonym kierunku, strumyczek. Nad jego brzegiem leży człowiek na wznak. Stojąca obok niego szkapa trąca nosem jego nogę ponaglając do wstania. Ten jednak leży bez czucia, a jego głowę obmywają wody strumyka. Wiatrokow do cna wyczerpany, bez nadziei, przeklinając po stokroć dzień w którym postanowił posłuchać rady starego Geremkosza, wierząc jego starczym opowiastkom, padł tu dobrych kilka chwil temu. Padł, ale nie bez życia. Choć płomień jego istnienia stał sie ledwo tlącą sie iskierką, wciąż miał szanse przeżyć. Gdyby tylko przyglądający się mu z ukrycia mały, stary człowieczek, podobny trochę do gnoma, ale pomarszczony i brzydki niczym heterocephalus glaber, zechciał mu wreszcie pomóc. Ten jednak tylko stał, opierając się na swojej drzewnej lasce i patrzył. Jakby na coś czekał. I wtem z przestworzy majestatycznie sfrunał, raczej w tych rejonach niespotykany, wielki, śnieżnobiały kukuł inkaski. Wylądował dokładnie naprzeciw leżącego, spojrzał wymownie wprost na gnomopodobnego staruszka, po czym pochylił swoją główkę i zaczął pić wodę ze strumienia. Człowieczek kiwnął nieznacznie głową i podszedł do leżącego podsuwając mu pod nos chusteczkę. Sole trzeźwiące podziałały natychmiastowo. Wiatrokow ocknąwszy się krzyknął z przerażeniem widząc pochylającą się nad nim, przypomnijmy niezbyt urodziwą, postać. Próbował niezdarnie uciekać, jednak zanim choćby wstał, staruszek powstrzymał go unosząc dłoń i przemawiając spokojnym, starczym, ale silnym głosem:

- Młodzieńcze, na wygłupy czas to nie jest. Po cóż krzyki te, taki straszny wydaję ci się ja?
- Nie, ja, yy ekh ekh
- Tak, tak! Wiem, puszcza nieprzyjazna stała sie, dużo złych istot krąży tu. To cud że żywy dotarłeś aż dotąd. Cud, albo i nie.
- Kikim, jesteś?
- Kim JA jestem? Ha! Ważne to nie jest. Kim jesteś ty, o! To pytanie właściwe jest i na nie odpowiedzieć musisz sobie.
- Yhy, eee taak na pewno... ekhe skonczył mi się prowiant, nie wiem gdzie jestem, mój koń zaraz wyzionie ducha, zostałem sam... czy... czy mógłbyś mi pomóc? Inaczej na nic już nie odpowiem ekhe
- Ależ po to właśnie tu jestem! Dasz radę iść? Na pewno! Innego wyjścia nie masz. Nieść cię ja nie będę, hihi. To nie daleko. Chodź, chodź. Obiad gotowy już jest!

---

- Czy to jest zupa z buraków?
- Tak, tak! A na drugie potrawkę z buraków tobie podam!
- A coś innego jest?
- Buraczków nie lubisz?
- Lubię, lubię... ale to już trzeci dzień jak każesz mi jeść buraczki...
- A mocz jaki ty masz?
- Słucham?
- Widzisz synku mój. Wielu rzeczy jeszcze nie wiesz. Mocz to Potęga. W Moczu siła jest! Ale żeby ją wydobyć musisz dietę dobrą mieć. Gdy już mocz twój koloru krwistej czerwieni nabierze, wtedy inne potrawy jeść bedziesz mógł. A na razie buraczki!
- To jakieś brednie! Ała!
- Brednie nie są to! I uważaj lepiej, bo choć stara, ee... stary jestem, to siłę mam. Mocz sprzymierzeńcem mym jest, to on siłe daje mi. Wkrótce, pokażę wszystko ci.

---

- ...strumień kontroluj! Na jednym poziomie utrzymać musisz go! Dobrze, dobrze, a teraz wzmocnić spróbuj tak jak mówiłem ja, delikatnie. NIE! Za mocno! I widzisz? Zużyłeś wszystko...
- Uhh... Czego ty ode mnie wymagasz?! I tak bym dłużej nie wytrzymał... Nawet nie wiedziałem że mam w sobie tyle płynów. Przecież to niemożliwe!
- Ha! Wszystko możliwe jest, gdy Mocz w tobie silny. Ale rzeczywiście płynów tylu ty w sobie nie masz. Kontrolujac strumień uryny, zamienia ona się w Mocz. Czystą energią staje się, płynami odrobinę tylko nasyconą. Wzmacniając strumień tylko i wyłącznie wiecej uryny dodałeś miast energii i dlatego nie powiodło ci się.
- Chyba rozumiem...
- Nic nie rozumiesz! Udajesz, a tu, w głowie wciąż według schematów starych funkcjonujesz. Za pózno Geremkosz przysłał cię... za późno. Masz pij, wszystko. Do ćwiczeń wracamy zaraz.
- Tak mistrzu...

---

- Wyszkolony w pełni nie jesteś. Więcej czasu jednak nie mamy. Działać trzeba. Za nim jednak wyruszysz by zrealizować swoje przeznaczenie, pracę dla mnie wykonać musisz. Las ten złem został skażony. Musisz zło to wyplenić. Towarzyszy swoich pomścić, w boju sprawdzić sie.
- Zrobię to. Tylko... mam pozabijać wszystkie te potwory?
- Nie! Źródło znaleźć ty musisz. Gdzie ono jest nie powiem ci ja, Mocz będzie Cie prowadził.
- Ale, ale jak? Nie wiem jak...
- Wypróżniając się umysł oczyść, wszystko wyrzuć z niego. Wizje przyjdą wtedy. Do celu zaprowadzą cię one. To medytacji starożytna metoda. Gdy już na trasie będziesz, użyj jej, a teraz do drogi przygotuj się. I pamiętaj, aby czarnej porzeczki nie jeść, pod żadnym pozorem. Niechybnie ku ciemnej stronie Moczu ona zaprowadzi cię.

Niech Mocz będzie z Tobą!

Rodzyny

Komentarze