Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Opowieści aborygeńskie: Klamka

Ivo Danuta Karakachanow Śr, 10 lutego 2011


To było jak do liceum chodziłem. Wtedy się na fajkę wychodziło wprost przed szkołę na taki murek. Znasz to miejsce, prawda? Facet nie śmierdział chyba wcale nawet, wiesz, on raczej wyglądał na takiego co powinien śmierdzieć. Dlatego bardziej widziało się, niż czuło ten jego smród. Niski, przysadzisty, długie włosy miał, brodę i granatową, za duża marynarkę. Różowe spodnie narciarskie włożone w damskiego kroju kozaki. Wyglądał trochę jak ostatni tasmańscy aborygeni. Brał od nas papierosy i opowiadał chamskie dowcipy dziewczynom. Kiedyś powiedział nam:

- Kiedyś to ja byłem ktoś. Klamkę miałem i woziłem sekretarzy w Chełmie i do Lublina. Do Warszawy. Kurtkem miał skórzaną i aktówkem miał z papierami. Żem jadł w stołówce w komitecie, a na wódkę żem z sekretarkami chodził. Te to umiały czasem. Ale ciiii... Młodzi jesteście, to sami wiecie jak kobity po wódce.. I klamkę miałem, zawsze przy sobie nosiłem. To w razie jakby. Ale nie trza nigdy było. Do tej pory czuję, ciężka taka i czarna. Co rano czyściłem. Jakby co tobym wiedział i teraz jak. Ale nie było potrzeby.

Rodzyny

Komentarze