Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Armin IV: Ofensywne manewry pozycyjnej obrony

Prezerwatyw Tradycja Radziecki, 9 lipca 2015


Trwające manewry dają okazję do zaprezentowania największej zalety wandejskiej myśli strategicznej – centralnego planowania strategicznego połączonego z taktyczną inicjatywą oddolną. Po obu stronach – szturmującej i broniąca – zdążyły się pojawić przebłyski taktycznego geniuszu wandejskich oficerów.

mapa nr 3

W dniu wczorajszym, w godzinach wieczornych do takiej sytuacji doszło wśród zmęczonych żołnierzy 12 batalionu z 2 Gwardyjskiej Brygady Grenadierów. Żołnierze Ci ponieśli duże straty, broniąc przez poprzednie 24 godziny pozycji na zboczach wzgórza 716, doskonałej pozycji obserwacyjnej, dzięki której precyzyjny ostrzał artyleryjski grupy B uniemożliwiali przerzucenie sił główną drogą na Ludwikoburbońsk. Ostatecznie ok. godziny 18:30 Batalion został zmuszony do porzucenia swoich odsłoniętych pozycji.

Żołnierze na wzgórzu
Na zdjęciu: obrona pozycji na wzgórzu

Jak się okazało jednak – nie na długo. O godzinie 20:15 oficer polityczny Tuhajbej Szarmow poderwał swoich podopiecznych gorącą przemową, po której podjęli się oni nocnego kontrataku, który zakończył się wycofaniem się całego pułku artylerii z grupy A, który w tym czasie zajmował już pozycje na wzgórzu 716. Po tym jak z wzgórza 716 o 22:37 popłynęły znów meldunki i namiary, grupa A musiała wstrzymać triumfalny marsz na Ludwikoburbońsk i ze stratami cofnąć się na pozycje wyjściowe.

Obrońcy jednak nie mieli monopolu na inicjatywę i sukcesy. W obliczu wzmocnienia obrony wzgórza 716 i blokady głównej drogi, część sił pancernych grupy A zostało odciętych od reszty wojsk. Choć nie oddzielały ich siły przeciwnika, rejon silnego ostrzału był zaporą nie do przebycia nawet dla niewielkich sił zaopatrzeniowych. W tej sytuacji niemal 40 czołgów z niewielką osłoną piechoty i innych jednostek przy niewielkich zapasach paliwa i amunicji musiało bronić się przed kontratakami grupy B. To zgrupowanie czekałaby zapewne eksterminacja, gdyby nie inicjatywa towarzyszki Wandeliny Karabiny Ludmiłowej. Pomimo strat i nieustannej kilkudniowej walki dowodzona przez nią kompania rozpoznania nieustannie prowadziła wycieczki na siły przeciwnika. Dzięki temu udało jej się wykryć przerwę w linii wroga – między pozycją dwóch batalionów znajdował się zagajnik, do którego prowadził jar, z uwagi na ukształtowanie terenu - niemal niewidoczny. Jej kompania wyszła przez przerwę na tyły przeciwnika.

Żołnierze w lesie
Na zdjęciu: koncentracja wojsk w zagajniku

Zimna krew Ludmiłowej pozwoliła jej zachować spokój – nie zdecydowała się na uderzenie w celu dezorganizacji obrońców. Zamiast tego zameldowała o sytuacji swojemu sztabowi, który dostrzegł w tym szansę na wycofanie odciętych sił i skierował w ten rejon kolumnę ciężarówek, która miała dostarczyć paliwo do czołgów Przy zachowaniu maksymalnej ostrożności i dzięki wykorzystaniu naturalnych osłon i ataków odwracających uwagę, udało się przeprowadzić konwój do otoczonego zgrupowania. W tym momencie po raz kolejny objawił się geniusz Ludmiłowej – zamiast przekazać odciętym rozkaz skrytego wycofania się przez wąski przesmyk, doradziła otoczonym przeprowadzenie dalszego ataku. Zatankowane i zaopatrzone w amunicje czołgi szybko zaczęły siać spustoszenie na tyłach, zmuszając siły grupy B do koncentracji i opuszczenia niektórych wysuniętych pozycji, którym groziło otoczenie i odcięcie.

Walki nadal trwają – a sukces którejkolwiek z grup nadal nie jest przesądzony.

Rodzyny

Komentarze