Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

W serii „ludzie bez kapeluszy”, odc. 1: prezydent, medycyna, łączność

Alojzy Pupka, 10 sierpnia 2015


W ostatnich dniach tow. prezydent Helmut Walterycz nie czuł się najlepiej. Przedwczoraj zasłabł, a specjaliści ze szpitala im. Czerwonych Krwinek w G-W-S, po przeprowadzeniu podstawowych badań, stwierdzili spowodowaną przepracowaniem niewydolność serca, skutkującą niedostatecznym dotlenieniem lewej strony ciała. Bez podjęcia odpowiednich działań, mogłoby to doprowadzić do fatalnych skutków, a w skrajnym przypadku nawet do choroby Spychalskiego-Gomułki. Jedynie szczęśliwa okoliczność wczesnego wykrycia problemu, pozwoliła uniknąć nieodwracalnych szkód. Wobec tak drastycznego obrotu spraw, lekarze skierowali pacjenta na natychmiastowy przymusowy urlaub zdrowotny, na który towarzysz prezydent został zabrany prosto z sali w której odbywało się koncylium.

Tak nagły obrót spraw spowodował jednak, że niemożliwe było przekazanie w sposób standardowy obowiązków prezydenckich. Dopiero tej nocy tow. Drogi Lider przyszedł wreszcie do siebie i z odciętych od reszty v-świata głębokich ostępów Prezerwatu Tradycji Radzieckiej, gdzie odbywa swoją rekonwalescencję, nadał za pomocą wojskowej aparatury radiowej komunikat do stolicy.

tow. Spartakiada Wasilewska powyżej: starsza aparata dalekosiężna sztabowa Spartakiada Wasilewska (Zapasowy Batalion Radiotelegrafistów SAL im. Aleksandra Popowa) odbiera komunikat od Drogiego Lidera.

Wojska łączności z obowiązku wywiązały się wzorowo. Bez problemu udało się nawiązać niczym niezakłócone połączenie z odległym zakątkiem Wandystanu i odebrać prostą i jasną, zaadresowaną do Trybuna Ludowego wiadomość, o treści:

Wyznaczam Ciebie na mojego po.

Trybun, obecny przy procedurze radiotelegraficznej, choć przygnębiony na myśl o ciężkim jarzmie obowiązków prezydenckich, nie miał jednak większego wyboru. Ktoś w końcu musi dbać o to, żeby Wandystan rósł w siłę, a ludzie żyli dostatnio.

Rodzyny

Komentarze