Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

Jądro w ciemności vol. 12 - "A u was biją Murzynów, czyli przepraszam czy to Mława?"

Michał Czarnecki, 4 października 2006


Po prawie miesięcznej przerwie Misio powraca ! A wraz z nim kolejne
przygody nieustraszonego bojownika o wolność waszą i jego. Tytuł
odcinka to "A u was biją Murzynów, czyli przepraszam czy to Mława?"

Był to ciepły maj 1947 roku. Misio już dawno odłożył broń i powrócił
do zwykłego życia. Odbudował swój dom, który został defacto zniszczony
przez niego samego. Tak tak, było to podczas szturmu Musztardowa.
Misio kazał położyć ogień artyleryjski na dwór, który był własnością
jego rodziny. Ironia losu...

Ponieważ jego rodzice nie żyli, był on ostatnim przedstawicielem
swojego rodu na Ziemi. Wszystkie posiadłości rodzinne przeszły na
niego. Pola które przypadły mu w spadku Misio sprzedał lub rozdał -
nie miał zamiaru powracać do rolniczego życia. Dwór zaś był
wystarczająco duży, aby założyć w nim pensjonat. Wielu ludzi wracając
z wygnania do Czekan lub Grodziska zatrzymywała się na noc u niego.
Dużych pieniędzy z tego nie było, ale wystarczało na przeżycie. Misio
zakładał, że kiedy już wyjdzie na prostą to zostanie nauczycielem
historii w wiejskiej szkole. Wszkaże był to jego wyuczony zawód i z
uzyskanej wiedzy warto byłoby skorzystać.

Misio otrzymywał też rentę powojenną, od SAL i KSZ jednocześnie.
Po zakończeniu konfliktu został awansowany do stopnia pułkownika KSZ i
przeniesiony do rezerwy, oraz otrzymał stopień SALowskiego porucznika.
Nie były to wielkie pieniądze, ale wystarczyły na odbudowę dworu i
rozpędzenie interesu.

Cała ta sielanka skończyła się właśnie w maju 1947 roku. Do drzwi
pensjonatu zapukało dwóch smutnych panów. Byli ubrani w popielate
prochowce, mieli na głowach ciemne kapelusze, można było z daleka
rozpoznać, że to tajniacy. Misio otworzył drzwi:
- Dzień dobry panom ! W czym mogę służyć? - zapytał na przywitanie.
- Pułkownik Meisnerowicz Jan? - zapytał jeden z dwóch smutnych gości.
Misio wiedział, że będą problemy. Od dawna nikt tak się nie zwracał do
niego.
- Tak, słucham? - rzucił poddenerwowany Misio. W głowie obmyślał już
plan jakby się pozbyć dwóch tajniaków.
- Otóż Prokuratura Wojskowa w Grodzisku wydała nakaz aresztowania Pana
pod zaruztem kolaboracji, szpiegostwa i zdrady stanu. Przyszliśmy po
Was.
Misio zdębiał. On, bohater wojenny, odznaczony i awansowany przez
samego Księcia, jest niby zdrajcą i szpiegiem?
- Dobrze Panowie. Spodziewałem się tego. Wejdźcie, a ja wezmę swoją
walizkę i pojedziemy.
Tajniacy skorzystali z uprzejmego zaproszenia i weszli. Rozgościli się
w salonie i zapalili papierosy. Misio zaś poszedł do swojego pokoju.
Początkowo był zaskoczony, teraz jednak gniew uderzył mu do głowy.
Odnalazł swojego tommyguna, sprawdził magazynek i wziął sprawiedliwość
w swoje ręce. Tajniacy nie zdążyli nawet zareagować. Seria posłała ich
do wieczności. Misio stał się teraz banitą, renegatem wyjętym z pod
prawa. Poraz kolejny w swoim życiu musiał się kryć i uciekać. Spakował
najpotrzebniejsze rzeczy to swojego plecaka. Ubrał się odpowiednio,
wziął hełm, amunicję i broń. Był gotowy do drogi. Zanim wyruszył
wyrzucił lokatorów z pensjonatu, po czym używając benzyny puścił z
dymem cały dworek. Postanowił uciec na południe, do komunistów.

Misio dotarł do Sarmackiej Republiki Socjalistycznej po dwóch
tygodniach marszu. Przemierzał lasy, pola, wielokrotnie krył się przed
żandarmami. Nie wiedział, czy ktoś go ściga, czy nie. Był teraz
teoretycznie w innym kraju, jednak nadal była to Sarmacja. Jako
porucznik SAL-u czuł się tu bezpiecznie. Postanowił pójść do
delegatury komunistycznej armii w pierwszej lepszej wsi. Trafił do
miejscowości Klepków. Tamtejsza siedziba oddziału SAL-u mieściła się
na dawnej plebani. Misio wyglądał dość egzotycznie w swoim leśnym
mundurze i hełmie. Wzbudził pewien popłoch wśród wieśniaków, gdy
pojawił się na głównej drodze we wsi. On jednak nie myślał o tym
specjalnie...

Biuro komendanta było urządzone w stylu socrealistycznym. Na ścianach
wisiały portrety Lenina, Wandy i innych komunistycznych "świętych".
Misio okazał papiery poświadczające, iż jest on porucznikiem SAL-u.
Komendant, starszy łysy pan, który do szczupłych nie należał, wytężył
wzrok czytając dokumenty. Po chwili wyciągnął okulary i na głos zaczął
czytać. Gdy skończył spojrzał na Misia z wyrazem wyższości:
- No wiecie... Prawo się zmieniło od czasu wojny... Zaraz zadzwonię
gdzie trzeba i sprawdzimy, czy jesteście tym za kogo się podajecie,
towarzyszu.
- Oczywiście, to nie jest żaden problem - odparł przyjacielsko Misio.
Gruby komendant wykonał telefon, a w zasadzie kilka. Po ok. 15
minutach dzwonienia wszystko było już jasnę.
- Towarzysz Meisnerowicz Jan, jak mniemam? - zapytał oschłym tonem
oficer.
- Tak. We własnej osobie - odpowiedział mu Misio. Wiedział, że znów
będą kłopoty.
- Cóż towarzyszu... Nie powiedzieliście nam, że jesteście też
pułkownikiem faszystowskiej Książęcej Siły Zbrojnej. Ponadto przed
wojną byliście ponoć obszarnikiem.
- Słucham?! No to jest kurwa nonsens jakiś !
- Tak jest w papierach... Cóż towarzyszu... Według naszego prawa
jesteście wrogiem ludu. Ale w zamian za zasługi położone we wspólnej
walce z okupantem pozwolimy bezpiecznie opuścić kraj. Baridas?
- Absurd panie, absurd... Pan żartuje prawda?!
- Nie. Mówię całkiem poważnie towarzyszu...
- Jaa pierdole...

Misio chciał wyć z rozpaczy. Jego ukochana ojczyzna wypięła się na
niego... To nie tak miało wyglądać...

Rodzyny

Komentarze