Mandragorat Wandystanu | SKOK „Żenady”

ZAREJESTRUJ SIĘ! | Zaloguj

AVISTAK ZNÓW KLONOWAŁ !!!

Defloriusz Dyman Wander, 17 lutego 2007


Wiktorowi Szpunarowi już raz upiekło się klonowanie. Mimo jednoznacznych dowodów na wyborcze fałszerstwo którego dokonał kilka miesięcy temu, kreując sztuczne osobowości- czyli mówiąc potocznie, klonując- nie został poddany żadnej karze. Dlaczego? "Bo to aktywny mieszkaniec i było mu tak głupio".

Aktywność jednak nie może usprawiedliwiać każdej podłości, każdego przestępstwa. Hrabia Wiktor Szpunar znów zaczął "dawać przykład" młodszym mieszkańcom. Arkadiusz "Warrior" Woźnicki- ID A8378, oraz Mirek "Miron" Czarski ID A8471 . Avistak założył te dwa klony zapewne przede wszystkim dla korzyści w grze "SQQF". Każde logowanie z ID tych Panów było logowaniem z ID Avistaka. Zupełnym przypadkiem obaj Panowie, nabijający sobie doświadczenie, głosowali na Avistaka właśnie w wyborach Króla Kukułów. Logowania z obu ID powtarzały się wielokrotnie. ZAWSZE z komputera Avistaka.

Najwyższa pora skończyć z traktowaniem jednych jako równych, a innych jako równiejszych. Najpoważniejsze wirtualne przestępstwo, jakim jest klonowanie, nie może po raz drugi upiec się tej samej osobie, bo jest milutka, aktywna i "było jej głupio". Avistak jest pospolitym recydywistą, a do tego finansowym oszustem- przypomnijmy, że przez grę "SQQF" przechodzi ostatnio więcej pieniędzy niż przez Syriusza! Czas wszcząć śledztwo zmierzające do ustalenia, czy wielokrotne tożsamości były używane przez Avistaka także w systemie logowania Sarmacji. Niezależnie od tego- najwyższa pora na kary.

Domagam się pełnego i szybkiego wyjaśnienia tej sprawy, wymierzenia Avistakowi surowej kary, uwzględniającej fakt, że mamy do czynienia z RECYDYWĄ, oraz NATYCHMIASTOWEJ i DOŻYWOTNIEJ dyskwalifikacji Avistaka, oraz jego klonów, wraz z drużynami, z gry SQQF. Nie wyobrażam sobie też, by recydywista mógł pozostać hrabią Księstwa Sarmacji.

Tak właśnie mogła wyglądać wyborcza "uczciwość" macherów SPD, rozpaczliwie protestujących przeciwko istnieniu "słupów". Jak widać, ich ówczesnym aktywistom nieobce były także klony.

Vae!!!

Rodzyny

Komentarze

  • Michał Czarnecki

    Cuda na kiju.

  • Pff... No pięknie...

  • Defloriusz Dyman Wander

    Aha- materialne dowody oczywiscie istnieja. Nie ujawniam jednak zrodla i tychze dowodow, zeby nie utrudniac sledztwa- pojawia sie one na etapie postepowania sadowego.

  • Bla bla bla. Jakby kto nie wiedzial wcale nie ukrywalem, ze obaj Panowie zapisali sie ode mnie (nawet w miejscu polecajacego jest moj numer); moja wspolpraca z nimi w Kukulach nie jest jednostronna (w zamian za glosy w wyborach otrzymali po dwa b. dobre kukuly) zas w realu sa moimi dobrymi kolegami. Prosze o przeprosiny Michas.

  • Bla bla bla. Jakby kto nie wiedzial wcale nie ukrywalem, ze obaj Panowie zapisali sie ode mnie (nawet w miejscu polecajacego jest moj numer); moja wspolpraca z nimi w Kukulach nie jest jednostronna (w zamian za glosy w wyborach otrzymali po dwa b. dobre kukuly) zas w realu sa moimi dobrymi kolegami. Prosze o przeprosiny Michas.

  • Michał Czarnecki

    [rotfl] Cudne !

  • Wiem, ze istnieja materialne dowody na istnienie tych osob Michasiu i na to, ze ode mnie sie logowali do Kukulow :) A to z prostej przyczyny, ze oni rzeczywiscie ode mnie sie do nich loguja. BTW: TYDZIEN TEMU PRZEPROWADZALEM ROZMOWE Z ABRAXASEM NA TEN TEMAT, co moze potwierdzic :-) Przyznalem bez najmniejszych oporow, ze osoby te to moi realni koledzy.

  • Dobra z mojej strony tyle, jak masz jakies zarzuty to Sad z pewnoscia chetnie sie z nimi zapozna.

  • Nihil novi sub sole... A Avistak dalej wszystkich robi w konia. Cala klasa juz sie u niego zapisala. Bo normalnie w Bydzi nie ma netu. Jest tylko u Aswistaka. No nie robcie mu nic. Dobrze chcial i jest mieciutki jak kaczuszka.

  • Marceli Baldachim Khand

    Ale same podejrzenia to troche mało! Potrzebne jest sadowe wyjasnienie tej sprawy, gdzie samo pomowienie nie wystarczy.

  • Najbardziej to potrzebne są dowody, Panie Piotrze. Bo samo IP jako dowód to raczej słabe podstawy do oskarżeń.

  • Timan Demollari

    Sprawę trzeba wyjaśnic, nie rzucajmy oskarżen na wiatr.

  • Kondoniusz Zrazunov

    Lord Viader się opluł troćkę...:P

  • Dlaczego zawsze, jak słyszę "Lord Viader" albo inną wariację tegoż, widzę tego śmiesznego pokurcza z Gwiezdnych Jaj?

  • Lord Viader z Gwiezdnych Jąder

  • Polyna

    Ta, "Star Kernels". I może jeszcze "Luke, I"m your compiler!" :P.

  • Przemek F.

    Ja potwierdzam, że rozmawiałem z Avim i powiedział, że to jego kolega (pytałem o Woźnickiego).

  • Ivo Danuta Karakachanow Śr

    "Moja szmoc jest wiéksza od twojej":P

  • Defloriusz Dyman Wander

    Oczywiscie, realni koledzy. Klifowie tez byli realnymi kolegami. Gowno mnie obchodzi czy Woznicki i ten drugi maja swoje realne odpowiedniki. Obchodzi mnie to, ze nigdy nie logowali sie do systemow Sarmacji, nigdy nie logowali sie z innego komputera niz Avistakowy. To jest ordynarne oszustwo i ksiazkowy wrecz przyklad klonowania. A stawka toczy sie o tysiace libertow.

  • Redaktorze - Avistak nie jest już członkiem ani sympatykiem SPD. Więc o co chodzi Panu w ostatnim akapicie?

  • Defloriusz Dyman Wander

    O to, że był nim w czasie ostatnich wyborów. I tych jeszcze poprzednich. O to, że skoro rok temu fałszował wybory klonując, a teraz znów klonuje- tym razem dla korzyści sportowych i finansowych- to mam prawo przypuszczać, że mógł to robić także w czasie wyborów.

  • Precz z klonowaniem! Jeżeli jest zbrodnia, musi być kara. A o tym niech orzeknie Sąd.

  • Marceli Baldachim Khand

    O wielkim rycerzu van Żukowski,

    W służbie Jego Królewskiej Wysokości,

    I o miłości,

    Do rumuńskiej księżnej, nie lada piękności.





    PROLOG:



    Na całym świecie, we wszystkich dworach

    Znana była jedna osoba.

    Był to rycerz van Żukowski,

    Co zwyciężył wojów z Polski.

    I nie było już mocnego,

    Na rycerza Żukowskiego.

    Kiedy on na konia siadał,

    Każdy żywy doń się kłaniał.

    Kłaniał się i z szacunku i z bojaźni,

    Cicho szepcząc: odejdź Waści.

    Każdy król go hojnie gościł,

    By się rycerz nie rozzłościł.

    Stał się więc żywą legendą,

    Człowiekiem honoru jednocześnie będąc.

    Po wielu walkach i ciężkich bojach,

    Został panem we wsi Bejgoła.

    Tam osiadł już na stałe,

    Lecząc liczne blizny stare.

    Lecz jedną słabość miał rycerz wspaniały,

    Nieszczęśliwie zakochany załamał się cały.

    Miłością jego była Księżna Franciszka,

    Piękna, lecz wstrzemięźliwa niczym mniszka.

    Co prawda, wielu mężczyzn kochała,

    Lecz na Żukowskiego nawet nie spojrzała.

    Wówczas rycerz zaprzysiągł sobie,

    Rozkochanie Księżnej w swojej osobie.

    Chcecie wiedzieć jak się skończyło to rozkochiwanie?

    Jesteście skazani na Grandina słuchanie.







    SCENA PIERWSZA



    Udział biorą:



    Rycerz van Żukowski

    Lokaj Jan



    Rzecz dzieje się w zamku van Żukowskiego, w komnacie sypialnej.



    - Jaśnie Pan wita mnie skwaszoną miną,

    Kogóż mam obarczyć za to winą?



    - Ma mina listem jest spowodowana,

    Znowu wyszła nieprzyjemna sprawa.



    - Zakładam, że list od Księżnej Franciszki?

    Gdy przymila się w swych listach aż mi skręca kiszki.



    - Właśnie od niej. Czyś ciekawy drogi Janie,

    Co jest w liście napisane?



    - Nie są dla mnie takie sprawy,

    Chociaż skoro list od damy�

    I naciska Pan tak bardzo�

    Dobrzy ludzie taką prośbą nie pogardzą.

    Więc zapytam Jaśnie Pana:

    O czym mówi piękna dama?



    - O turnieju informuje,

    Później coś o chorym królu truje,

    A poza tym to zaprasza osobiście�



    - Gdzie?



    - Do walki oczywiście.



    - Tego się też obawiałem,

    I zdrowaśki odmawiałem.

    Jaśnie Panie, to głupota!

    Wstrzymaj się nim Księżna całkiem cię omota.



    - Janie, czy coś sugerujesz,

    Czy na moje szczęście plujesz?



    - Ona pragnie twojej śmierci,

    Gdyby mogła, kark ukręci,

    Lecz jej tytuł nie pozwala.

    Panie, masz rywala.

    Ona wciąż jest zakochana,

    Lecz nie w tobie, ma Williama.



    - Dość! Zamilknij Janie,

    Niech ucichnie twe gadanie.

    Nie tobie te sprawy oceniać,

    Ani plotki rozprzestrzeniać.!



    - Ale Jaśnie Panie�



    - Ty wciąż tutaj, Janie?







    Tak się zakończyła rozmowa,

    Że pan miał sługę za wroga.







    SCENA DRUGA



    Udział biorą:



    Rycerz van Żukowski

    Medyk



    Rzecz dzieje się w starej, rozsypującej się już chacie medyka bejgolskiego.



    - Mów starcze kochany,

    Czy mi turniej przyzwalany?



    - Jaśnie Panie, trudna sprawa,

    Ciało mocne, wielka sława�

    Lecz jednej rzeczy się boję,

    śmiertelny będzie cios choćby w zbroję.





    - Jestem gotowy poświęcić się dla Niej,

    Dostanę � mówi się trudno i kocha się dalej.



    - Starczy, starczy tego gadania,

    Czy warto zginąć dla samego kochania?

    Rozumiem, miłość jest wartościowa,

    Lecz czy nie lepsza na miejscu głowa?



    - Każdy owoc bez miłości zgnije,

    Kto więc nie kocha, nie żyje.



    - Waści przyjmie do serca me słowa,

    Od tej miłości głowa zgnić jest gotowa!



    - Co wyście się wszyscy na mnie zmówili,

    Czy tak was boli, że oddaję się chwili?

    Turniej nie lada będzie wyzwaniem,

    Ale miłości również sprawdzianem.

    Więc to ty mi oszczędź gadany,

    Gdyż ja cały jestem zakochany.



    - Mości Pana nie zatrzymamy,

    To dlatego że jest przez Franciszkę opętany!







    Tak się zakończyła rozmowa,

    Że pan miał medyka za wroga.







    SCENA TRZECIA



    Udział biorą:



    Rycerz van Żukowski

    Proboszcz



    Rzecz dzieje się na plebani proboszcza bejgolskiego.



    - Kłaniam się Jaśnie Panu,

    Cóż Waści pchnęło ku odwiedzaniu?



    - Niech będzie pochwalony,

    Cóż Ksiądz taki dziś wesoły?



    - Oj nieładnie pytaniem na pytanie odpowiadać,

    Jam wesoły bo mi się udało z biskupem zgadać.

    Lecz nie o mnie się rozchodzi,

    Z jaką sprawą Jaśnie Pan przychodzi?



    - O błogosławieństwo przybywam prosić,

    Za niedługo na turnieju będę gościć.

    Gdyby mógł błogosławić Ksiądz kochany,

    Pewnie kościołowi byłby dar jakiś dany.



    - Przyznam, że kusząca to sprawa,

    Istnieje jednak pewna obawa.

    Jakże mogę błogosławić,

    Zabijanie się bez granic?



    - Nie rozumiem kochanego księdza Kapelana,

    Cała sprawa jest dla mnie niezrozumiana.



    - Do zrozumienia tu nie ma nic trudnego,

    Mimo darów nie udzielę błogosławieństwa świętego!



    - Ksiądz mi Boga odmawia,

    Żem mordercą wmawia?

    Przecież jestem człowiekiem wierzącym,

    Komunię przyjmującym, do spowiedzi chodzącym.

    Dary składam drogie,

    A Ksiądz mi skąpi Bogiem.



    - Nasz Bóg, proszę Rycerza,

    Miłością, nie mieczem uderza.

    I z błogosławieństwem nie można puszczać człowieka,

    Co na zabicie bliźniego tylko czeka.



    - Jakieś bajki szanowny Ksiądz opowiada,

    Któż żem zabijał dla przyjemności gada?

    No i ksiądz Kapelan wciąż mi mówi,

    Że kara grozi za zabicie bożego sługi

    Ja się zgadzam całkiem z Księdzem,

    Bo o miłość walczyć będę.



    - Nie tłumaczy śmierci miłość,

    Jeśli człowiek musi zginąć.

    Błogosławieństwa nie udzielę,

    Temu kto innego zarżnie jak cielę.

    Rycerz zapamięta moje słowa,

    Bo klątwa na Waści spaść gotowa.







    Tak się zakończyła rozmowa,

    Że pan miał księdza za wroga.







    SCENA CZWARTA



    Udział biorą:



    Rycerz van Żukowski

    Bankier



    Rzecz dzieje się w banku nieopodal wsia Bejgoła.



    - Jeśli dobrze Panie zrozumiałem,

    Szykujesz się Waści na wielką wyprawę.



    - Nie inaczej bankierze,

    Mów, ile pieniędzy wyprawa zabierze?



    - Hmm� nie będzie to sprawa tania,

    Spowoduje wielkie funduszy nadszarpania.

    Nowa kopia, nowa zbroja, konik nowy,

    Będzie z tym urwanie głowy.

    Jeśli ważna moja rada,

    Szczerze turniej ten odradzam.



    - Niestety jest to konieczna wyprawa,

    Mów jak się przedstawia sprawa.



    - Zła wiadomość tu jest zgoła,

    Pod młotek musi iść Bejgoła.

    Jeśli chce Waści kupić sprzęt i chleba,

    Całą wieś sprzedać trzeba.



    - Ależ musze się poświęcać,

    Aby karków poukręcać.

    Jeśli taka jest potrzeba,

    Proszę całą wioskę sprzedać.



    - Choć jest jeszcze jedno wyjście,

    Aby zostać oczywiście.

    Po co obcym dom sprzedawać,

    Jeśli można nie wydawać.

    Jaśnie Panie, to wielka głupota,

    Na punkcie turnieju ma Waści kota.



    - Wyście wszyscy się zmówili by mi zniszczyć życie?

    Wy krwiożercy nie rozumiecie czym jest zakochanym bycie.

    Tym mi lepiej was opuszczać potwory,

    A miejcie pewność że nigdy nie wrócę do tej nory.







    Tak się zakończyła rozmowa,

    Że pan miał bankiera za wroga.







    SCENA PIąTA



    Udział biorą:



    Rycerz van Żukowski

    Kupiec



    Rzecz dzieje się na targu w mieście nieopodal wsi Bejgoła.



    - Wszystko zapakowaliśmy Jaśnie Panie,

    Choć zapewniam że nie są to produkty tanie.

    Tym bardziej się zdziwiłem�



    - Gdy za wszystko zapłaciłem?

    Dziwić się masz kupcze prawo,

    A za tempo przy pakowaniu biję brawo.



    - Ah, dziękuję Jaśnie Panie,

    Jeszcze jedno mam pytanie.

    Usłyszałem dzisiaj rano,

    Jak dwie baby rozmawiają.

    Jaśnie Pan był tematem ich plotek nowych,

    Jużem był gotów obie za ucho ściągnąć do Bejgoły,

    Lecz się natychmiast zatrzymałem,

    Gdy całą plotkę usłyszałem.

    Ludzie gadają, że Jaśnie Pan sprzedał Bejgołę,

    By na turnieju przeżyć przygody nowe.

    Z początku w plotki nie uwierzyłem,

    Lecz gdy Jaśnie Pan przybył bardzo się zdziwiłem.

    Jeśli liczy się moje zdanie,

    Odradzam udziału w turnieju branie.



    - Nie liczy się szanownego kupca zdanie,

    I dojdzie do skutku udziału w turnieju branie.

    Co się zaś tych plotek tyczy,

    Mam już dosyć waszej dziczy.

    Wkrótce szczęśliwie odjadę,

    Zobaczymy jak dacie sobie sami radę.

    I nie rozmawiajcie już na moje tematy,

    Bo wpadnę w szał i dostaniecie baty.

    Jeżeli wszystko załadowane,

    Nakierujcie mnie jeszcze na bramę.







    Tak się zakończyła rozmowa,

    Że pan miał kupca za wroga.







    SCENA SZÓSTA



    Udział biorą:



    Narrator



    Monolog wszechwiedzącego narratora na temat przybycia rycerza van Żukowskiego na turniej.



    Z takim wielkim poświęceniem,

    Ruszył rycerz na turnieje.

    I przez głupie zrządzenie losu,

    Zraził do siebie wiele osób.

    Sprzedał Bejgołę, pokłócił z tamtymi,

    Wszystko by teraz być między swymi.

    Lecz wykonał szlachcic swoje zadanie,

    A teraz stał wśród rycerzy w stolicy bramie.

    Założył nową, złoconą zbroję,

    Udał się do Księżnej, wyraził spotkania wolę.

    Księżna naturalnie rycerza przyjęła,

    Zaraz w progu przyjacielsko objęła.

    I choć rycerz próbował na wszystkie sposoby,

    Poprzestała Księżna na objęciu owym.

    Gdy gawędzili pijąc czerwone wino,

    Rycerz został zasypany pytań lawiną.

    Dzielnie na wszystkie odpowiadał,

    I losy Księżnej przez rozmowę badał.

    Tak dwóm istotom minął dzień cały,

    Że obie istoty ciągle pytały.

    Dnia następnego znów rozmawiali,

    Choć tym razem o turnieju rozprawiali.

    I sobie rycerz postanowił,

    Że wszystko by wygrać jutro zrobi.

    I z takim postanowieniem,

    Odpoczywał przed walczeniem.

    Dnia następnego nadeszła ta chwila,

    Gdy masa wojów ze sobą walczyła.

    Zrządzenie losu, czy ręka Księżnej,

    Sprawiły że z Williamem musiał walczyć mężnie�







    SCENA SIÓDMA



    Udział biorą:



    Wieśniak

    Mieszczanin



    Rzecz dzieje się na placu turniejowym na trybunie dla widzów.



    - Przesuń się natychmiast wysoki wieśniaku,

    Nie widzę świata zza twojego fraku.



    - Nie przesunę się bo żaden z nas nic nie zobaczy,

    Lecz drogi mieszczanin na swe słowa baczy.



    - No dobrze, już się nie odzywam,

    Ale powiedz co się na placu rozgrywa.



    Na razie nic się nie dzieje ciekawego,

    William tylko pokonał rycerza groźnego.

    On już ma finał pewny całkowicie,

    Teraz będzie tylko Żukowskiego i Podłego wzajemne bicie.

    O już walka się skończyła,

    Kopia Żukowskiego zwyciężyła.

    Rycerz ten dzielny wyszedł bez szwanku,

    Nie licząc rozbitego lewego barku.

    Mimo że kontuzja życiu nie zagraża,

    Rycerz Mateusz po ziemi się tarza.

    Nie wiadomo czy da radę wsiąść na konia,

    A William kopię już dzierży w dłoniach.

    O, wsiadł, choć z wielkim trudem,

    Utrzymanie się w siodle będzie tu cudem.

    I szarżują już na siebie,

    Zaraz któryś będzie w niebie.

    Minęli się, uniknęli ciosów,

    Ileż gwizdów, ileż głosów.

    A nagrodą tu jest Księżna,

    Ależ będzie miała męża.

    Van Żukowski ledwo się słania,

    Ja tu stawiam na Williama.

    Znowu na siebie ruszyli,

    Nigdy przyjaciółmi nie byli.

    Van Żukowski spadł ze swojej klaczy,

    Mieszczanin na atakującego Williama baczy!

    Żukowski miecz z pochwy wyjmuje,

    Williama prosto w serce kłuje!

    William pada na ziemię krwawiąc,

    A Żukowski mdleje mieczem rzucając�







    SCENA ÓSMA



    Udział biorą:



    Rycerz van Żukowski

    Lekarz



    Rzecz dzieje się w namiocie lekarza Księżnej.



    - Starcze, człowieku kochany pytam ciebie,

    Czym umarł i teraz jestem w piekle lub w niebie?



    - Ależ skąd Rycerzu szlachetny,

    Choć stan twego zdrowia nie jest świetny.

    Żyjesz, twe serce wciąż bryka,

    W przeciwieństwie do serca twego przeciwnika.

    A nagrodą za twe ciężkie boje,

    Będzie małżeństwo z Księżną twoje.



    EPILOG:



    Morał z tego płynie wzorowy,

    Że kto kocha miłości poświęcić się jest gotowy.

    I choć miłość nie zawsze jest szczęśliwa,

    Że wszyscy się mylą a my mamy rację często bywa.

    Więcej nie będę męczył słuchaczy,

    Ale niech na miłość każdy baczy.



    GABRIEL GRANDIN

  • Marceli Baldachim Khand

    Testowo sztuka G.Grandina w celu przelożenia na alrijański

  • Marceli Baldachim Khand

    Komentarz...

  • [żeby komentować zaloguj się]